Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 565 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Gdzie mój dom, gdzie mój los...

wtorek, 08 maja 2012 14:58

"Nie mam ojca, nie mam matki,

Mam w tym koszu swe manatki.

Gdzie mój dom, gdzie mój los,

Na ulicę czy na stos."

(D.Ż.)

 

/fot. D.Ż./

"Przyjechałem do Rzymu bez grosza przy duszy, bez jednej pomocnej dłoni. Nie wiem już czy moja bezdomność uczy mnie żyć czy umierać przedwcześnie....? Dzisiaj ten warsztat malarski, jutro inny. W jednym miejscu na podłodze pod stołem, w innym na dziurawym łóżku. Moje ciało układa się w zależności od niewygód. Byle jeść co było. Są tacy, co myślą, że  młodości wystarczy, gdy zrzuci się resztki z talerza. Nie wiem czy zechcą mnie z powrotem, gdy wyjdę ze szpitala. Powiedzą, że już się nie nadaję. Wyobrażam sobie to narzekanie: 
- Co ty namalujesz taki wątły. A kto i za co  cię odkarmi, żebyś nabrał sił."

 

Zapraszam do kolejnej opowieści w Moim Muzeum



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331076558,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Moja staruszka cz.11 - spowiedź

wtorek, 24 kwietnia 2012 23:22

- Przyszedł do mnie ksiądz i kazał się wyspowiadać.

- Jak to kazał, Pani Lilu? – pytam zaskoczony.

- No, skoro już nie wstaję, to w każdej chwili mogę się zawinąć, więc kazał.

- On tak powiedział?

- Jakoś tak.

- Pani przecież ateistka przez całe życie, to co Pani zrobiła?

- No wyspowiadałam się.

- To ja chyba już pójdę, Pani Lilu.

- Czekaj, powiem Ci z czego się spowiadałam.

- Skoro jemu Pani mówiła, to po co ja mam wiedzieć?

- Bo on mnie ośmielił, spadł mi kamień z serca.

 

/fot.D.Ż./


- Jak to, przecież spowiedź to podobno tajemnica? 

- Ale to moja spowiedź. Pyta mnie czy mam grzech, który mnie męczy całe życie. A ja mam taki, tzn. miałam, bo już nie mam. Zrobiłam jedną aborcję. Dawniej w Polsce była dozwolona, więc zrobiłam legalnie, ale mimo to dręczyły mnie wyrzuty, że coś we mnie żyło, a ja to zabiłam.

- Tak?

- Nie mogłam sobie odpuścić. Wszyscy w rodzinie psy wieszali na takich kobietach. Moja matka pierwsza, choć tak mnie nienawidziła, że w każdej kłótni wykrzykiwała co robiła, żeby mnie spędzić. Tyle lat żyłam w ambiwalencji, że zrobiłam dobrze i źle jednocześnie.

- Tak?

- Po co drugie dziecko, skoro już pierwszemu nie dałam tyle ile powinnam, a małżeństwo się sypało. Do dziś syn nie chce mnie znać. Tym nie mniej wyrzuty sumienia miałam. I wyobraź sobie, że ten klecha machnął ręką na znak krzyża, powiedział: „Bóg Ci odpuszcza córko, żyj w pokoju”, czy jakoś tak i poszedł zadowolony.

- To wszystko?

- Tak. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie jest zaskoczenie. Jeden gest, jedno zdanie i wszystko minęło. Gdybym wiedziała, że to takie proste, to już dawno bym się wyspowiadała. Tak niewiele trzeba, wystarczy człowiekowi odpuścić i pójść w swoja stronę. Koniecznie o tym napisz.

 

Napisałem. 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331045378,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie czytaj!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012 13:34

Wspaniały filmik, świetna idea. Chciałbym widzieć podobnych w temacie więcej. Smuci mnie tylko, że nawet w BUW-ie świat składa się prawie z samych aktorów i prezenterów telewizyjnych? To przytłaczające...

Jestem tam często i nigdy żadnego z nich nie widziałem. Za to widzę za każdym razem dużo inteligenckich twarzy, myślących, ładnych, młodych ludzi... Wziąłbym kilka takich osób, popracował z nimi nad scenariuszem i pokazałbym prawdziwy, myślący świat Biblioteki Uniwersyteckiej. Dla mnie prawdziwi bywalcy BUW-u są o wiele bardziej zachęcający, niż celebryci, którzy samym wyglądem mówią w zasadzie tylko jedno: "Nie czytaj, nie, nie, nie!!! Biegaj po salonach warszawskich (tudzież innych) w poszukiwaniu nowego kontraktu i błysku flashy" (o_o)

Dobrze, że dla Pani Dyrektor Ewy Kobierskiej - Maciuszko znalazło się miejsce w tym towarzystwie (chociaż tylko z jednym słowem)!

 

O czym mówię proszę zobaczyć tutaj.

 

Dobrego tygodnia - najlepiej z książką do tramwaju lub poduszki:-]



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331027034,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przyciągam ludzi z problemami psychicznymi...

niedziela, 15 kwietnia 2012 19:10

Wśród zalewu informacji rzuciło mi się w oczy, że jakaś celebrytka znowu narzeka, że „przyciąga tylko facetów z problemami psychicznymi”. Nie ona jedna tak narzeka. Nie trzeba być celebrytką. Orientacja seksualna także jest tutaj bez znaczenia. Każdy może mieć podobne odczucie.

 

Zostawię na razie kwestię rozstrzygania co to znaczy „problemy psychiczne”. Niech będzie na potrzeby tego wpisu, że każdy sam sobie we własnym życiu ustala normę. Mam chęć na refleksję o tym, że czasami do takich wniosków niektórzy dochodzą.

 

Ilekroć słyszę coś podobnego, to przychodzi mi na myśl kontekst. Jest nim wachlarz interakcji, które tworzymy z drugim człowiekiem. Zawsze w związkach jest tak, że dwoje ludzi, to dwie części tej samej sytuacji. Skoro jedno ma jakiś problem, to drugiwe jakoś w tym problemie (siłą rzeczy) uczestniczy. Związek zakłada przecież uczestnictwo przynajmniej dwóch osób.  

 

/skoro jedno daje, to drugie czeka, aż mu się da... fot. D.Ż./

 

W związkach intymnych dominują interakcje emocjonalne. To ważna kwestia, bo emocje przeważnie wyprzedzają myśli. W interakcjach emocjonalnych zawiera się m.in. forma w jakiej świadomie lub mniej świadomie (a najczęściej zupełnie nieświadomie) dokonuje się ekspresja naszych uczuć. Jedni kochają gorąco, impulsywnie, euforycznie, histerycznie i neurotycznie, a inni spolegliwie, ulegle, lękowo, łagodnie, czule itp. itd. Jedni w miłości za kimś ciągle biegają, a inni ciągle od kogoś uciekają. Jedni ciągle się kłócą, a inni nic nie mówią. Jedni ciągle się boją, a inni zbyt wybiegają na przód. Te rozmaitości można by mnożyć.

 

W tym właśnie cała rzecz miłosnego tła. Skoro przyciąga się kogoś z „problemami psychicznymi”, to najprawdopodobniej samemu się ma "problemy psychiczne". Przyciągamy bowiem innych zgodnie z własnym wzorcem emocjonalnym (często nieświadomym), który ukształtował się w najwcześniejszych relacjach z osobami dla nas najważniejszymi. W związku z tym spotkanie dwojga ludzi, to także spotkanie dwóch takich wzorców. Będą one aktywowały się we wzajemnej relacji intymnej. Im dalej w las, tym ciemniej, więc im bardziej się angażujemy w związek, tym więcej naszych i partnera/ki treści nieświadomych ujawni się we wzajemnych interakcjach.

 

Spotykające się ze sobą nieświadome wzorce emocjonalne są przeważnie komplementarne (te charakteryzuje najsilniejsze przyciąganie, zwykle gorąca namiętność). Słowem jeśli jedno w związku jest np. agresywne i stosuje przemoc, to najprawdopodobniej drugie ma większe skłonności do bycia ofiarą i/lub odwrotnie. Skoro jedno ma predyspozycje, by ciągle czegoś żądać, to widocznie drugie ma skłonności, by ciągle dawać. Takich komplementarnych przykładów może być wiele. Rzadko taki podział jest bardzo jednoznaczny i sztywny. Często partnerzy wymieniają się ze sobą postawami i zachowaniami właśnie w obrębie swoich wzorców. Bywają wobec tego dla siebie nawzajem na zmianę atakujący i atakowani; uciekający i goniący itp.

 

Jednego można zawsze być pewnym w relacjach intymnych. To jak zachowuje się nasz partner/partnerka jest informacją o nim/niej, ale także informacją o nas samych! Pytanie tylko, czy mamy gotowość tak na to spojrzeć… 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331025918,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Praktyczne wskazówki jak odróżnić prawdziwy ser od produktu seropodobnego.

środa, 11 kwietnia 2012 21:46

Przede wszystkim warto czytać skład każdego produktu, a tym bardziej tego, o którym myślimy, że jest serem!

W Polsce pozostałością czasów komunistycznych jest m.in. produkt powszechnie nazywany "serem żółtym". W innych krajach, w których tradycja serowa jest bardzo rozwinięta, np. Francji, Italii, Irlandii, Anglii, Hiszpanii czy Holandii takie pojęcie jak "ser żółty" nie istnieje. W Polsce to nazwa potoczna na twarde sery o kolorze żółtym. A sam produkt, który ma taką nazwę, to najczęściej produkt z serem mający mało wspólnego, bo tylko seropodobny.

Zapraszam do kilku informacji o prawdziwym serze tutaj :-]


/fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331018036,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wielkanoc 2012

sobota, 07 kwietnia 2012 10:34

Dla wszystkich, którzy zaglądają w moje blogowe progi serdeczności i dużo dobrej energii...  Wybrałem bociany i motyle jako symbole codziennej radości dla każdego, kto na nie spojrzy życzliwym okiem ;-)

 

/W tym roku, podobnie jak w poprzednim, koszyczek papierowy, ale w tradycyjnym, polskim szydełkowaniu - kolejne ekologiczne znalezisko. :-]

fot. D.Ż/

 

P.S. Dla tych, którzy mają ochotę jeszcze coś upiec, np. babkę cynamonową do jakiejś ulubionej marmolady mam przepis tutaj.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331007521,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Gra w zielone we Florencji...

wtorek, 03 kwietnia 2012 12:03

„Z tych drzew zrywam latorośle,

Te Marynie pięknej poślę;

„Zielonem” niech się zabawi,

A niech słuszny zakład stawi.

Ta gra tem się prawem chlubi,

Komu zwiędnie, kto je zgubi,

Lub go zbędzie innym kształtem,

Opłaca zakład ryczałtem.”

/Wespazjan Kochowski, „Zielone”, za Z. Gloger „Encyklopedia staropolska”, Wiedza Powszechna, W-wa 1985/

 

Zapraszam do zielonej refleksji w Moim Muzeum (tutaj), bo dobry na to czas...

 

/fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330996188,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dystans i przestrzeń

piątek, 30 marca 2012 22:33

Dystans uważam za cenny w życiu, wręcz konieczny dla zdrowia własnego i sytuacji. Myślę jednak, że wymaga on odnalezienia i wypracowania. Postrzegam dystans jako indywidualną drogę poszukiwania równowagi dla siebie oraz rozwiązania problemu, a nie sposób na życie.

 

Zdarza mi się słyszeć od znajomych, że świetnie się dystansują, gdy nie reagują na palące społeczne kwestie.

- Po co się denerwować i tak nic nie da, że coś na ten temat powiem.

- Tylko nerwy stracę.

- Najlepiej wyłączyć TV, radio, wyrzucić gazety.

- Jeszcze lepiej iść na spacer, na zakupy, poczytać książkę.

- Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie w tym temacie bił pianę.

- Ja mam własne i ważniejsze sprawy.

- Lepiej popatrzeć z boku, poczekać co się wydarzy


To przykładowe, znane mi reakcje. Jest ich jeszcze więcej i są najróżniejsze. Sądzę, że taka postawa to mieszanka, zamiast dystans. Myślę, że taka postawa to przejaw chęci osiągnięcia dystansu przemieszanej z reakcją unikania oraz z lękiem przed własnymi emocjami, reakcją otoczenia, tudzież innymi.

 

 

/fot. D.Ż./


Myślę, że jest gdzieś granica za którą dystans zaczyna być unikaniem, ucieczką do innego, mniej zagrażającego świata. Unikanie przez ucieczkę w inny świat, to mechanizm obronny w reakcji na poczucie zagrożenia. Taki sposób na ochronę samego siebie. Czasami to także ucieczka przed bolesnym przeczuciem, że trzeba by wyrobić sobie zdanie, znaleźć własne stanowisko w przykrej, trudnej, znaczącej kwestii. Bywa tak, że gotowość na taki krok, z różnych względów, jest za mała w danej sytuacji. Czasami to także wynik braku zgody na fakt, że świat jest różnorodny, zmieniający się i naprzemienny, mało stabilny, bo raz bezpieczny innym razem zagrażający. Tak sobie niektórzy radzą z problemami i już, tak po prostu mają. 

 

Myślę, że dystans to coś innego, niż ucieczka. To także coś innego, niż przestrzeń wokół nas. Myślę, że dystans to również zdecydowanie coś innego, niż mechanizm obronny. Traktuję dystans jak proces, który trwa i wymaga pracy. Proces, którego trzeba się uczyć. Uważam, że to proces który może się przejawiać tak w skali całego życia, jak i każdej pojedynczej kwestii. Im jakiś problem trudniejszy, tym proces osiągania do niego dystansu również może być trudniejszy.

 

Dystans zatem, moim zdaniem,jest stanowiskiem wobec problemu. Pozycją, którą warto zająć dokładnie w środku danej kwestii, bo wtedy można zachować jednakową odległość od każdej ze stron. Tak jest u mnie. Uważam, że patrzenie z boku na problem jest patrzeniem z pozycji zewnętrznej, a z tej pozycji nie widzę sedna sprawy, czyli jej środka. Z zewnątrz widzę jedynie fasadę, skorupę różnych reakcji emocjonalnych, które są pochodną problemu, zamiast nim samym.  

 

Dystans leży, wg. mnie, w samym środku tych spraw, wobec których pojawia się potrzeba dystansu. Staram się rozróżniać dystans od ucieczki, od lęku, ale także od zwykłej potrzeby odpoczynku.

 

Moim zdaniem dystansu warto szukać patrząc problemowi prosto w jego centrum, wchodząc w sam jego środek, bo na zewnątrz są już całkiem inne problemy… Można stać na zewnątrz problemu, przyglądać mu się i tak się na nim skupić, że inny problem przewróci nas w sposób zaskakujący… W końcu bohater tej czy innej powieści, filmu, zwierzak hasający po lesie, to także świat z problemami…



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330982299,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Głodówka i historia, czyli studiate la storia cz.3 ost.

czwartek, 29 marca 2012 19:57

Moje hipotezy na temat podłoża psychologicznego tej głodówki są takie (oczywiście zawsze mogę się mylić):

1.

Państwo głodujący są zupełnie innego wykształcenia, niż historyczne. Ustawiają się natomiast w roli ekspertów od dziedzin, w których z racji odmiennego wykształcenia mają mniejsze kompetencje, niż profesjonaliści. Wiedzą lepiej, niż historycy co to jest historia i jak jej uczyć. Wiedzą lepiej, niż psychologowie i uczniowie, kiedy uczeń potrafi, a kiedy nie potrafi powiedzieć co bardziej go interesuje, a co mniej i w jaki sposób powinien się uczyć. Tak wynika z ich wypowiedzi.

 

Taka postawa przypomina mi postawę rodzica, który wie lepiej, niż psycholog, że gdy dziecko dostanie w dupę od czasu do czasu, a najlepiej paskiem, to na pewno się nauczy… Rzecz w tym, że jest duża różnica między nauczyć się, a uwewnętrznić. Ich wypowiedzi wyraźnie wskazują na brak równowagi emocjonalnej. W ich wypowiedziach jest dużo skrajnych, także obraźliwych dla wielu ludzi słów: zdrajcy, pejsaci, bolszewicy, likwidacja, zamach na naród polski itp. Ich wypowiedzi są upolitycznione i odbiegają daleko od meritum sprawy. To wyraźny przejaw negatywnych emocji, skierowanych do ludzi o odmiennym, niż oni światopoglądzie. To także wyraźny przejaw ich cierpienia i złości jako formy jego wyrażania. Pierwsza hipoteza zatem dotyczy chęci/potrzeby/przymusu rozładowania skumulowanych negatywnych emocji, bo cierpiący człowiek ma zachwianą równowagę emocjonalną.

 

2.

Uważam, że nowa podstawa programowa stała się dla nich pretekstem do eskalacji negatywnych, wynikających z wielu różnych frustracji (w tym politycznych, ale także osobistych) emocji. Trudno jest bowiem rozmawiać rzeczowo o faktach z kimś, kto używa szantażu emocjonalnego, by wymóc na rozmówcy swoje cele, zamiast rzeczowych argumentów. Strajk głodowy jest szantażem podobnym do tego, czym jest szantaż samobójstwa. To akt desperacji. Gdy ktoś posuwa się do takiego kroku, to jest prawdopodobne, że jego równowaga emocjonalna została zachwiana i znajduje się z psychologicznego punktu widzenia w stanie przynajmniej zbliżonym do depresyjnego. Jak wiadomo stan depresyjny oraz depresję trzeba leczyć zamiast jej ulegać. Stan depresyjny w czasach terroru komunistycznego i drastycznego ograniczania wolności jednostki był naturalną konsekwencją u ludzi zniewalanych. Podobnie wynikające z niego formy protestów. Druga hipoteza zatem dotyczy stanu depresyjnego, w którym być może znajdują się cierpiący.

 

/Trudno jest przejść przez beton negatywnych emocji... fot.D.Ż./

 

3.

Warto pamiętać, że zbliża się druga rocznica tragedii smoleńskiej. Dwa lata od traumy straty to dla niektórych zbyt mało, by dojść do siebie. Niektórzy nigdy nie dojdą do siebie po stracie. Dodatkowo obraz przyczyn tragedii zdaje się być niejasny, z wieloma sprzecznościami. Trudno mieć jednoznaczny osąd w tej sprawie jako zwykły odbiorca mediów (które jak wiadomo często mijają się z prawdą, tak po lewej jak i po prawej stronie). Człowiek zaangażowany emocjonalnie w tę tragedię, np. żona/wdowa czy córka/syn, to człowiek cierpiący ból straty. Emocje bólu często chcą się wydostać z człowieka cierpiącego i często będąc w takim braku równowagi szuka on pretekstu, by tymi emocjami eskalować.

 

Według mnie państwo głodujący i agitujący nie mówią o historii. Według mnie mówią: „patrzcie na nas jak cierpieliśmy za Polskę i jak cierpimy nadal, bo spotkała nas tragedia, z którą nie radzimy sobie sami, a winni nie zostali ukarani. Chcemy, byście to zauważyli. Chcemy zadośćuczynienia.” Częstą i silną potrzebą człowieka zranionego przez innych (faktycznie lub w jego mniemaniu) lub przez los jest znalezienie, wskazanie i ukaranie odpowiedzialnych za ten ból ludzi. Tym bardziej, gdy nikt z publicznych osób na stanowiskach nie wykonuje żadnego gestu kojącego ból tych, którzy wciąż przeżywają tę tragedię (przynajmniej nie słyszałem o takich gestach). Im większe wewnętrzne poczucie zranienia i cierpienia, tym silniejsza może być potrzeba rewanżu.


Trzecia hipoteza dotyczy zatem potrzeby wskazania i ukarania winnych, w tym wypadku, katastrofy smoleńskiej.  Nowa podstawa programowa jest wtedy dodatkowym obszarem do wyrażania tej potrzeby.

Tam, moim zdaniem, potrzebna jest pomoc psychologiczna. Rzecz w tym, że nie można jej udzielić tym, którzy zamykają się w cierpieniu znajdując dla niego coraz to nowe korytarze ujścia, zamiast chcieć się z niego wydostać. W tym wypadku tym korytarzem stała się złość na winnych tragedii osobistych tych ludzi oraz inne (bardziej polityczne) elementy. Wskazuje na to całkowicie blokująca komunikacja, którą stosują ci cierpiący ludzie.

 

4.

Jest jeszcze jeden wątek, który może grać jakąś rolę w tym scenariuszu. Leży on w obszarze motywacji nieświadomej. W czasach, gdy Państwo głodujący głodowali w imię haseł solidarności kontekst tych strajków i sprawa o którą walczyli (obiektywnie słuszna) stwarzały dla niech pole, na którym szybko, chcąc nie chcąc, stali się bohaterami. Emocje, które towarzyszą człowiekowi, który dostaje z otoczenia wyłącznie pozytywne wzmocnienia swojego zachowania utwierdzają go w jego poczuciu wyjątkowości i wartości. Gdy potem te emocje i wraz z nimi wzmocnienia opadają, a życie staje się ponownie szare, to trudno jest na nowo akceptować tę własną zwyczajność.

 

Dążność do bycia znowu bohaterem, kimś wyjątkowym może się stać nieświadomym motorem dla kumulowanej frustracji. Potem wystarczy sięgnąć po pretekst, używać języka skrajnych osądów i liczyć na to, że wielu słuchaczy zareaguje równie emocjonalnie, zamiast sprawdzić fakty! Emocje bowiem wyprzedzają myśl. Jakże często jest tak, że biegnie się na barykady, a potem stawia się pytanie: A tak naprawdę to o co Wam chodzi, skoro to co mówicie jest skrajnie odmienne od tego, co tu napisane! Czwarta hipoteza dotyczy zatem nieświadomej potrzeby znalezienia się znowu w roli bohatera.

 

5.

Piątą hipotezę plasuję w obszarze politycznych interesów, które zakulisowo mogą mieć miejsce. W takim przypadku protestujący mogą być manipulowani przez środowiska skupione na własnych politycznych celach.

 

6.

W szóstej hipotezie zwracam uwagę, że wszystkie powyższe elementy są równie prawdopodobne w motywacji tak świadomej, jak i mniej świadomej u tych ludzi.

 

Jak potoczy się ten wątek, to już temat na osobne rozważania, które pewnie podejmę już tylko na własny użytek w oparciu o bieżące relacje medialne (jeśli takowe będą) i własną oraz ekspercką wiedzę zaprzyjaźnionych fachowców.

 

 

  



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330978331,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Głodówka i historia, czyli studiate la storia cz.2

środa, 28 marca 2012 16:41

Głodujący – próba analizy aspektu psychologicznego.

 

Żelazną zasadą w psychologii i w moim życiu jest rozważać zachowanie drugiego człowieka biorąc pod uwagę kontekst, w którym ten człowiek funkcjonuje. Staram się tak robić, zwłaszcza w odniesieniu do silnie rozemocjonowanych osób. Uważam za krzywdzące wobec człowieka wyjmować jedno jego zachowanie i szukać jego przyczyny bez brania pod uwagę całego tła, na którym dane zachowanie ma miejsce.

 

Kontekstem dla głodujących i agitujących w Krakowie jest m.in. ich przeszłość, a w tym osobiste konsekwencje, których doznali w wyniku różnych tragedii (także smoleńskiej) – tyle wiadomo z publicznych doniesień.

 

W psychologii ważne jest także stawianie różnych, możliwych hipotez na temat uwarunkowań psychologicznych danego zachowania, które potem weryfikuje się. W pracy psychologicznej z drugim człowiekiem, by mu pomóc funkcjonuje jeszcze jedna żelazna zasada. Chodzi o to, że bardzo często jest tak, że to, co zdyskomfortowany i cierpiący człowiek formułuje jako swój problem bywa jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Takim nieświadomym pretekstem, z pomocą którego skumulowane w wyniku długotrwałej frustracji emocje cierpiącego człowieka uwalniają się, a on zaczyna głośno na ich temat mówić.

 

Gdy, na przykład ofiara przemocy w rodzinie mówi, że jej problemem jest to, że jest bita, to jest to fakt, ale równocześnie jest to pretekst do opowiedzenia innym o swoim cierpieniu. Natomiast rzeczywistym i jednocześnie mało świadomym lub w ogóle nieświadomym problem takiej osoby może być np. to, że tkwi ona w pułapce silnej zależności emocjonalnej od swojego oprawcy. Praca z taką osobą, by jej pomóc zmierza wtedy do tego, by uwolnić ją od jej własnego mechanizmu, który sprawia, że ulega ona oprawcy i staje się jego ofiarą czego konsekwencją jest to, że jest poniżana.

 

/kontekst i kumulacja/

 

Dla zorientowania się czy to, co mówi cierpiący jest rzeczywiście jego problemem czy tylko pretekstem staram się najpierw sprawdzić fakty i zauważyć ewentualne rozbieżności między interpretacją, a rzeczywistością. Dodatkowo zwracam uwagę na charakter komunikacji: czy jest ona nacechowana emocjonalnie, oceniająca (vel obrażająca) i pełna zwrotów skrajnych, czy trzyma się blisko logicznego wywodu opartego na faktach. Potem uwzględniam cały kontekst życia cierpiącego na podstawie informacji, które zbieram od niego. W sprawie publicznej z wypowiedzi publicznych. Dopiero w następnej kolejności stawiam hipotezy i w miarę możliwości weryfikuję je, by mieć bardziej obiektywny ogląd sprawy.

 

Trzymając się tego wzorca doszedłem w poprzednim wpisie, do wniosku, że przedmiot "historia" dla głodujących jest raczej pretekstem do uwalniania bólu, który w nich tkwi, bo rozbieżności między tym, co mówią, a co faktycznie napisano w dokumencie podstawy programowej są w ich wypowiedziach duże. Dodatkowo ich komunikacja jest bardzo silnie nacechowana emocjonalnie, ad personam i skrajnymi hasłami, zamiast wypośrodkowanymi w odniesieniu do przedmiotu sporu.  Człowiek, który chce osiągnąć porozumienie rozmawia o istocie rzeczy. Człowiek, który chce dać upust swojej frustracji, wyrazić swój ból komunikuje się przy pomocy słów skrajnie nacechowanych, populistycznych i trafiających w silne emocje. Mam zatem kilka hipotez na temat tego, co z psychologicznego punktu widzenia, może się kryć za tym protestem.

 

c.d.n.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330974841,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Głodówka i historia, czyli studiate la storia cz.1

wtorek, 27 marca 2012 19:46

Od ponad tygodnia obserwuję jak grupka ludzi w Krakowie głoduje i agituje w obronie historii. Oczy wyszły mi na wierzch, gdy usłyszałem, że w szkołach ponad gimnazjalnych (wg. strajkujących) ma zostać zniesiona historia. To aż brzmi mało wiarygodnie. Lubię wiedzieć co jest faktem, a co jego interpretacją i w którym miejscu interpretacja zaczyna zabarwiać się emocjonalnie. Emocje bowiem mają to do siebie, że wykrzywiają interpretację i czynią z faktów karykaturę. To jak głuchy telefon. Kowalska stoi w kolejce z inną Kowalską i mówi:

- Wie Pani, że on ją zdradza?

- Co Pani powie, a tak porządnie wygląda?

- No mówię Pani jaki drań i zdrajca.

- A to łajdak, gdy go spotkam to mu nawrzucam.

 

Rzecz w tym, że Kowalska nie pyta: skąd Pani wie? A gdy pyta, to często dostaje odpowiedź: "wiem, ja wiem, słyszałam, na pewno tak jest." W ten sposób ekspertem od cudzego małżeństwa/partnerstwa stają się osoby mające blade, często żadne pojęcie o tym związku.

 

Cóż, są ludzie, którzy skutecznie bronią się przed trudem sprawdzenia informacji, które ktoś im sprzedaje „na gębę”. To z oszczędności poznawczej – wyczytamy w podręczniku psychologii. Robimy na co dzień wszystko co się da, by świat obejmować jak najmniejszym wysiłkiem – także, a raczej przede wszystkim umysłowym.

 

Gorzej, gdy taką oszczędność poznawczą stosujemy w odniesieniu do spraw ważnych, obejmujących cały naród. Taką sprawą jest miejsce historii w świadomości obywatela każdego społeczeństwa. To jaka ta świadomość będzie zależy przede wszystkim od poziomu zainteresowania historią własnego narodu i/lub społeczeństwa, w którym się żyje. To zainteresowanie jest czysto indywidualną sprawą, bo trudno kogoś zmuszać do tego, by chciał wiedzieć więcej, niż wiedzieć chce. A to, co wiedzieć powinien zawiera wykształcenie podstawowe.

 

/fot.D.Ż./

 

Historia w szkole wg. nowej podstawy programowej – fakty:

 

Wrócę jednak do tych głodujących, bo twierdzą, że historia ze szkół wylatuje. W publiczne wypowiedzi tym bardziej, rzadko wierzę „na gębę”, więc sprawdziłem. Jako obywatel polski mam dostęp do dziennika ustaw, w którym opublikowano w całości nową podstawę programową już w 2009 roku!. Swoja drogą ciekawe, że przez ponad dwa lata nikt nie głodował w tej sprawie...

 

Nie czytałem całego dokumentu, bo liczy kilkaset stron i dotyczy wszystkich przedmiotów. Zaczynam podejrzewać, że ci głodujący tym bardziej nie czytali, bo skoro mnie – dociekliwego i z energią do życia zniechęca objętość tego tekstu, to co dopiero rozemocjonowanych i głodnych ludzi.

 

Przeczytałem jednak dokładnie i w całości te ustępy, które dotyczą historii i stwierdziłem jednoznacznie, że w dokumencie stoi jak wół:

 

1. Przedmiot Historia był, jest i będzie w szkołach średnich. W zakresie podstawowym, tj. obowiązujący dla wszystkich uczniów klas pierwszych szkół ponad gimnazjalnych ma na celu: „I – Chronologię historyczną; II – Analizę i interpretację historyczną; III – Tworzenie narracji historycznej”

 

Każdy z tych punktów jest rozwinięty, a szczegółowe wymagania zamieszczone (naprawdę bardzo szczegółowo) w dalszej części dokumentu. Można sprawdzić tutaj, bo odszukałem tę stronę w wersji elektronicznej. Co ważne, ilość godzin tego przedmiotu to 2 tygodniowo – tak samo jak do tej pory. Żadna to zatem zmiana.

 

2. Przedmiot historia w zakresie rozszerzonym, tj. obowiązujący od drugiej klasy szkoły ponad gimnazjalnej tych, którzy wybiorą historię ma na celu: „I - Chronologię historyczną; II – Analizę i interpretację historyczną; III – Tworzenie narracji historycznej”

 

Cele takie same jak w przypadku historii na poziomie podstawowym, ale wymagania szczegółowe o wiele bardziej szczegółowe. Można sprawdzić tutaj. Jest to zatem, wydaje mi się duża i korzystna zmiana.

Sam zdawałem historię na maturze, ale nie miałem możliwości uczyć się jej na poziomie rozszerzonym, bo w moim liceum nie było profilu humanistycznego – tkwiłem w biol. – chem. Teraz, gdy będzie w szkole chociaż kilku uczniów chcących mieć przedmiot historia rozszerzona, to będą mieli taką gwarancję. A maturę tak, jak dawniej, może zdawać z historii każdy.Trochę im zazdroszczę.

 

3. Przedmiot Historia i społeczeństwo ma na celu: „Poszerzenie wiedzy z zakresu historii z elementami wiedzy o społeczeństwie i wiedzy o kulturze”

 

Przedmiot obowiązuje w drugiej i trzeciej klasie każdego, kto wybrał inne, niż humanistyczny profil dalszej edukacji. Ten przedmiot obowiązuje po 2h tygodniowo przez całą drugą i trzecią klasę po tym, jak uczeń w pierwszej klasie już miał kolejny podstawowy kurs historii (też 2h tyg.). To przez całe liceum daje 6h przedmiotów historia oraz historia i społeczeństwo.

 

Przedmiot historia i społeczeństwo jest świetnie pomyślany, bo zawiera doskonale uszczegółowione propozycje tematyczne dla nauczycieli. Wśród tych propozycji jest taka, której tytuł brzmi: „Ojczysty Panteon i ojczyste spory”. Więcej o tym tutaj.

 

Dodatkowo sprawdziłem i porównałem ilość godzin w szkołach średnich po reformie z ilością godzin przed reformą, bo ministerstwo edukacji zamieściło na swojej stronie takie zestawienie. Można zobaczyć tutaj.

 

Gołym okiem widać, że historii, tak na poziomie rozszerzonym jak i podstawowym uczniowie będą mieli więcej, niż do tej pory. Umiem czytać (zwłaszcza po polsku), a wadę wzroku mam małą. Poza tym, że historia ma większą ilość godzin, to jeszcze dodatkowo poszerzona zostaje o wątek społeczeństwa i kultury.

 

Co w końcu jest historią? Daty czy społeczeństwo i przemiany w nim zachodzące? I dlaczego ma o tym decydować grupa ludzi, którzy są innego, niż historyczne wykształcenie. Nareszcie, w nowej podstawie programowej do historii dołączyły najważniejsze jej elementy, bo społeczeństwa ją tworzące. Podstawę tworzyli historycy z wykształcenia i praktyki.

 

O co tu w takim razie chodzi, bo zaczynam podejrzewać, że nie o historię a o bardziej złożone i zabarwione osobiście i politycznie mechanizmy?

 

c.d.n.

 

P.S. Pragnę, by dla każdego, kto poczuł się zjeżony moją wypowiedzią było jasne, że: Wypowiadam się jako obywatel naszego kraju. Historia jest dla mnie szczególnie ważna czego daję publicznie częste dowody. Mam do tego prawo. Uważam też, że książka wydana przez IPN w 2010 roku za prezesury Janusza Kurtyki jest jedną z najlepszych książek na temat naszej historii i polecam ją gorąco każdemu - tak z lewa, jak i z prawa, a najlepiej po środku. Państwu głodującym życzę jak najlepiej i tego, by jak najszybciej zdali sobie sprawę z destrukcyjnej mocy własnych emocji i własnej toksycznej komunikacji.  




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330972723,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Ziarna, warzywa i owoce chronią przed rakiem!

niedziela, 25 marca 2012 13:47

"Porzuć wstydu skorupę,

pokaż lekarzowi pupę!"

Dlatego, że w Eropie rak jelita grubego zajmuje pierwsze miejsce pod względem częstości występowania.

W Polsce rak jelita grubego ma najwyższą z krajów europejskich dynamikę wzrostu i zajmuje drugie miejsce pod względem częstości występowania.

Jest to nowotwór złośliwy.

Jeśli myślisz, że zawsze będzie to problem innych, a nigdy Twój, to możesz się mylić...


Raz w roku rób proste badanie profilaktyczne!

Dowiedz się więcej klikając  tutaj

/fot.D.Ż./

 

www.europacolon.pl



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330963135,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdradzać, mówić vs nie zdradzać, nie mówić...

piątek, 23 marca 2012 12:57

Moja blogowa znajoma - Czarnawrona poruszyła u siebie tę kwestię i zainspirowała mnie do wypowiedzi na ten temat.

 

Uważam, że to złożony i wbrew pozorom powszechny problem. Tak wynika z mojej wiedzy i doświadczenia. Zwłaszcza wśród młodych ludzi, ale nie tylko. Naukowo i biologicznie rzecz ujmując człowiek jest z natury poligamiczny. Monogamia jest w związku z tym efektem kształtującej się przez wieki świadomej postawy człowieka, jako istoty myślącej i samemu budującej swoją moralność oraz więzi.

 

Jednym z celów człowieczeństwa jest częściowe okiełznanie natury, w której przypadkowość odgrywa znaczną rolę. Zdrada i jej ujawnianie czy ukrywanie to, w moim odczuciu jeden z takich przejawów walki popędu/impulsu z ludzką zdolnością do myślenia abstrakcyjnego i przewidywania. Psychologia w takich sytuacjach jest bardzo otwarta, tzn. najlepiej by było, gdyby każda para sama uzgodniła ze sobą kwestie: zdradzać vs nie zdradzać; mówić vs nie mówić i konfrontowała się świadomie z tymi decyzjami w swoim późniejszym współżyciu. Nawet mimo takich ustaleń też może być różnie, gdy partnerzy staną w obliczu rzeczywisego faktu.

 

Ponieważ takie ustalenia mają jednak miejsce rzadko, a częściej wychodzi w praniu co nie ustalone, to warto, by każdy miał tę kwestię chociaż sam ze sobą uzgodnioną, zanim stwierdzi, że dopadł go/ją impuls. Są w życiu takie sytuacje, gdy zatrzymanie doświadczenia w obrębie własnego przeżywania jest łatwiejsze i krzystniejsze, ale są też takie, gdy jest odwrotnie. Są również takie, gdy nie mamy odwagi w inny sposób wyjść z mało satysfakcjonującego związku i nieświadomie dążymy do jego zakończenia. Zdrada tak dla zdradzającego/ej jaki i zdradzanego/ej może wtedy być wygodnym pretekstem do wyjścia ze związku. Ważne by także być w miarę przygotowanym na możliwe różne konsekwencje swoich decyzji. Uważam, że każdą sytuację zdrady warto najpierw samemu dokładnie rozważyć opierając się na wielu czynnikach, również na znajomości konstrukcji osobowościowej partnera/ki.


Zdrada bywa także elementem wzorców, które wynosimy z różnych, także nieświadomie przekazywanych, historii rodzinnych. Tak czy inaczej zdrada jest bardzo indywidualnie uwarunkowaną i przeważnie złożoną kwestią. Często wiąże się z całym systemem rodzinnym i rolą poszczególnych jego członków. Generalizacje w tym temacie częsciej szkodzą, niż pomagają. 

 

Wolę w takich kwestiach stać daleko od wyroków, bo w ich wyniku zawsze ktoś cierpi. W wyniku zdrady cierpienie też może być nieuniknioną konsekwencją. Jeśli nie cierpi rodzina, to któreś z kochanków, gdy się zaangażuje. To jedna z takich sytuacji życiowych, w których indywidualne podejście, pozbawione stereotypowego myślenia, jest szczególnie ważne. Trudno bowiem w całości przewidzieć przebieg zarówno zdrady jak i decyzji o tym czy ją ujawnić czy ukryć. Dlatego, że tam gdzie w grę wchodzą ludzkie emocje, tam łatwo sprawy mogą wymknąć się spod kontroli i nakręcić machinę cierpienia lub niszczycielskiej złości. A po co to komu. Popęd już sam w sobie wystarczająco bywa kłopotliwy.

 

serdeczności dla każdego :-]



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330955085,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Niech każdy wierzy w swojego Boga...

czwartek, 22 marca 2012 13:55

Tak mawiał jeden z królów sycylijskich, bo uważał, że tylko wtedy dusza człowieka osiąga prawdziwy spokój. Jeżeli w głębokim średniowieczu istniał świat piękna i tolerancji, to właśnie dzięki temu królowi i pod jego dachem. Jeżeli gdzieś współcześnie taki świat istnieje, to na pewno jest nim kolejny eksponat w Moim Muzeum. Skrywa on tajemnicę spokoju ludzkiej duszy i piękną historię człowieka...

 

Zapraszam klikając tutaj:-]:

 

/fot. i kolaż D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330951221,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krwawi (cholerni) obcokrajowcy...

poniedziałek, 19 marca 2012 17:25

To tytuł filmu, którego angielskie telewizje podobno nie dopuściły do emisji. Czyżby przez cholernych obcokrajowców...? Ciekawe... Jestem pewien, że znajdą się Polacy, którzy wiedzą ile zrobiliśmy swego czasu dla Angli, dla Europy. Nie jestem pewien czy wśród przeciętnych Anglików coś wiadomo na ten temat. Ten film warto znać, jak każdą ważną prawdę. Zachęcam, bo w czasach dużego pomieszania tożsamościowego i aktywnych działań ludzi lubiących fałszować historię, ta historia jest szczególnie ważna w wersji prawdziwej. 

Niestety nasi rodacy - bohaterowie nie mogli wrócić do ojczyzny, a Ci którzy wrócili wpadli z deszczu pod rynnę. Byli wśród obcych i obcy tam, zastali obcych tu. Niech chociaż w naszej uwadze i zainteresowaniu ich historią znajdzie się ich i nasza polskość.  

 

Film jest tutaj


Dobrego tygodnia dla wszystkich.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330942336,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Szczekociny

wtorek, 13 marca 2012 13:10

Dzwoni moja serdeczna koleżanka ze studiów:

- Daniel, ja w tej katastrofie brałam udział. Zmiażdżyło mnie. Straciłam przytomność, gdy nastąpiło zderzenie, ale odzyskałam ją, gdy byłam zakleszczona w przedziale. Nic nie czułam, nie mogłam się ruszyć. Drzwi od przedziału były wgniecione w fotele, które też wgniatały się w siebie, a ja między nimi. Mam złamane kości udowe, przemieszczoną kość łonową, połamanych osiem żeber i jedną rękę, ranę na klatce piersiowej i na twarzy, i guzy na całej głowie.

 

Jechała, jak zwykle z Przemyśla do Warszawy. Zwykle był pociąg bezpośredni, ale tamtego dnia zmieniono tymczasowo rozkład i kazano jej się przesiadać w Krakowie.

 

- Nawet nie myślałam o tym, do którego wagonu wsiadam. Człowiek wsiada i jedzie. Czy nawet takie decyzje trzeba rozważać...

 

A miał być ciąg dalszy przemocy sąsiedzkiej (bo i tutaj się zadziało) i Pani Lila czeka na swoją kolej.

Wy/przypadki życiowe jednak po swojemu... I po co komu takie doświadczenie...

Ta wiadomość wywołuje we mnie duży smutek. Moje współczucie dla wszystkich ludzi, którzy doświadczyli tej katastrofy zostało spersonalizowane. 

 

Żyjesz Marzeno, żyjesz.

 

 

P.S. O skutkach psychicznych podobnych przeżyć można przeczytać tutaj.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330925372,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sąsiedztwo z przemocą - co robić? cz.1

niedziela, 04 marca 2012 12:37

Zacznij od zyskania podstawowej świadomości.

Gdy słyszysz, że za ścianą, pod podłogą czy nad sufitem padają wyzwiska, wulgaryzmy i inne odgłosy awantury.

Gdy słyszysz głośny płacz lub wycie osoby dorosłej lub dziecka.

Gdy słyszysz odgłosy przypominające rzucanie czymś, trzaskanie lub tępe walenie.

To znaczy, że jesteś świadkiem przemocy.

Musisz zatem mieć świadomość, że:

 

Masz prawny obowiązek interweniować:

Kodeks Postępowania Karnego, Art. 304 §1 – Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub policję.

 

 

W związku z tym powinieneś/aś wiedzieć dokładnie, co jest przestępstwem z punktu widzenia prawa:

 

art. 207 §1 k.k. Znęcanie się fizyczne lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat (ścigane z urzędu).

 

art. 191 §1 k.k. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia - podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 (ścigane z urzędu).

 

art. 197 §1 k.k. Kto przemocą lub groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10 (ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego).

 

art. 209 §1 k.k. Kto uporczywie uchyla się od wykonywania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez nie łożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych - podlega karze pozbawienia wolności do lat 2 (ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego).

 

Ściganie z urzędu polega na tym, że prokurator i policja prowadzą postępowanie niezależnie od woli i zgody osoby pokrzywdzonej. Wycofanie skargi lub odmowa zeznań nie jest podstawą do umorzenia postępowania, jeśli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniono przestępstwo.

 

Ściganie na wniosek polega na tym, że bez wniosku osoby pokrzywdzonej postępowanie w danej sprawie nie może być wszczęte.

 

Zatem przede mną kolejne wyzwanie - trudne, bo wymagające dodatkowo zaangażowania sąsiadów. Niedziela to dzień, w którym w rodzinach z przemocą dzieje się najwięcej!

Pierwszy krok już za mną. Sprawca wie, że my wiemy! Wie też, że nie dajemy zgody na przemoc i zaczęliśmy działać! 

 

C.D.N.

 

P.S. Niebieska Linia jest tutaj



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330898933,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Eko czekoladowa historia...

poniedziałek, 27 lutego 2012 20:13

"Miałem jeszcze nadzieję, że to, co czytam nie jest tym, co przeczytałem i zapytałem z uśmiechem miłą ekspedientkę:

- Czy ta czekolada jest słodzona?

Popatrzyła, obróciła w dłoni i skwitowała:

- Przecież napisane, że gorzka.

- Aha, czy to znaczy, że nie ma w składzie cukru ani żadnych substancji słodzących? Będzie Pani miła przeczytać, bo te litery takie małe.

Podstawia sobie pod oczy i czyta, czyta, czyta i mówi:

- Nie ma żadnego cukru.

- A ten nektar palmowy? - pytam.

- To nektar palmowy.

 

Z takiego sklepu wychodzę z większym poczuciem misji, by świadomość nasza społeczna jak najszybciej wzrosła, a ktoś przeszkolił w zakresie podstawowym tę ekspedientkę."

Zapraszam do Kuchni organicznej na eko czekoladową historię i kilka informacji o działaniu czekolady :-](klikając zdjęcie)

 

/fot.D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330881982,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

W Syrakuzach milczenie wędruje szeptem...

poniedziałek, 20 lutego 2012 17:17

 

 

 

"W zaułku św. Anny czy innej uliczce Syrakuz(y),

Plącze się samotność.

Między barokowymi ruinami, popędzana wiatrem,

Obija się o ukwiecone kaktusami balkony.

Boleśnie, choć pięknie…

Życie ze śmiercią ustawione".

/www.mojemuzeum.com.pl/

 

/fot.D.Ż./

 

Zapraszam do wędrówki szeptem po uliczkach Syrakuz...

(wystarczy kliknąć zdjęcie)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330858539,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Czy...

środa, 15 lutego 2012 21:53

"Czy jest jakiś sposób na nieszczęścia? Czy można ich nie przyjmować, nie zgadzać się na nie? Marres Chouart powiada, że jedną z tajemnic nauki jest być gotowym na przyjęcie wszystkiego. Czy jest to także jedna z tajemnic życia? Akceptować czy nie akceptować? Czy może być mowa o czynnej postawie naszej w tych sprawach? Czy cokolwiek zależy od takiego postawienia kwestii?"

(Jarosław Iwaszkiewicz, "Serenite" - opowiadania, PIW, W-wa 1995)

 

/fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330845931,trackback

komentarze (43) | dodaj komentarz

Śmierć Whitney Houston

niedziela, 12 lutego 2012 12:13

Uzależnienie od narkotyków czy inne jest czymś więcej, niż tylko ludzką słabością. Słabości bowiem mogą czynić człowieka mocniejszym. Uzależnienie natomiast jest tym, co daje stuprocentową gwarancję śmierci jeszcze za życia, a dopiero potem śmierci faktycznej. Zwłaszcza wtedy, gdy pomoc jest mało skuteczna lub nie ma jej w ogóle, lub wytrwale się ją odrzuca. Już z samej obserwacji zachowania w miejscach publicznych można było w ostatnich latach wnioskować o tym, jak głębokie jest uzależnienie amerykańskiej piosenkarki Whitney Houston od różnych substancji.

 

Gdy byłem dzieckiem jej uśmiech z garniturem równych, białych zębów i zawsze szerokie źrenice towarzyszyły mi w rytmie wyśpiewywanych przez początkującą wokalistkę dźwięków. I uśmiech i źrenice dowodziły także początkującej intoksykacji. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Była wielkim wokalnym talentem i jednocześnie wielkim spektaklem upadku. Ostatnie lata jej publicznych występów, to poza resztkami głosu, który ledwo trzymał frazę i niezbornością ruchów ciała, dawały pełny bólu obraz kobiety, która umiera na oczach swoich fanów, a oni tę śmierć oklaskują...

 

Posiadanie talentu nie wpływa uzdrawiająco na głęboko osadzone niskie poczucie własnej wartości czy inne zaburzenia. Wręcz przeciwnie, może przyczyniać się do jeszcze większego cierpienia. Zwłaszcza, gdy tym talentem rozporządzają inni ludzie. Tak łatwo nie mysleć o tym, że w tragedii jednego człowieka zawsze bierze udział więcej, niż jeden człowiek!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330835866,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Dziecko i przywiązanie przez pierwszych sześć miesięcy od narodzin

sobota, 11 lutego 2012 12:43

Są ludzie, którzy myślą, że dziecko od chwili swoich narodzin postrzega swoich rodziców, a zwłaszcza matkę jako najważniejsze osoby w swoim życiu. Jest to bzdura dlatego, że noworodek nie ma pojęcia o tym, kto jest kim wokół niego, a mechanizm rozpoznawania matki wiąże się u niego z dźwiękiem i zapachem, dzięki któremu może trafić do piersi po pokarm. I to jest jego najważniejsza motywacja.

 

Przez pierwszy miesiąc dzieci nie uśmiechają się, bo jeszcze nie potrafią. Płaczą za to namiętnie, bo jest to jedyna forma komunikowania dyskomfortu, w jaką wyposażyła nas natura od chwili narodzin. Reszty trzeba się uczyć.

 

Przez ok. trzy miesiące życia dziecko widzi świat do góry nogami, dlatego że jego umysł musi nauczyć się odwracać obraz padający na siatkówkę oka. (Kto jeszcze tego nie wie, to warto by się dowiedział, że to, co widzimy jest efektem pracy naszego mózgu, bo obraz który pada na siatkówkę naszego oka jest odwrócony.) Zatem uśmiech matki, który widzi noworodek jest raczej dziwnym grymasem.


/fot.D.Ż./

 

Do szóstego miesiąca życia dziecku właściwie jest obojętne, kto się nim zajmuje, byle zaspokajał jego podstawowe potrzeby. Dziecko w tym okresie nie ma nawet świadomości tego, że jego ciało jest ciałem, i to jego własnym.

 

Dopiero po szóstym miesiącu życia, dziecko pełzając i raczkując jest zdolne przejawić gest rodzącego się przywiązania do wybranego opiekuna. Jest nim ten, do kogo dziecko puszczone „samopas” wróci z własnej woli, niczym nie przywoływane. Może tą osobą być zarówno matka, jak ojciec lub ktoś inny, kto spędza z dzieckiem najwięcej czasu opiekując się nim. Siła odczuwanego przez dziecko przywiązania jest bowiem sumą ilości spędzonego z dzieckiem czasu.

 

Warto pamiętać, że przywiązanie dziecka do rodziców oraz ich do niego to długotrwały proces. A nie, jak chciałoby sądzić wielu, automatyczna, biologiczna zasada. Porzucanie dziecka przez matkę zanim dziecko zacznie odczuwać brak jej obecności, tj. nie wcześniej, niż przed szóstym miesiącem życia, jest dla jego konstrukcji mało znaczące, jeśli są inne osoby zdolne zaspokoić podstawowe potrzeby takiego malucha.

 

/źródło wspierające: H. Bee, Psychologia rozwoju człowieka, Zysk i S-ka, Poznań 2004/



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330833359,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Astma i moje poszukiwania!

poniedziałek, 06 lutego 2012 18:15

Kochani moi Czytelnicy i mili nowi Goście, proszę Was serdecznie o udostępnianie tej oto informacji:

 

Poszukuję osób, które od dzieciństwa chorują na astmę oskrzelową lub chorowały na nią w dzieciństwie i obecnie mają 20 - 25 lat. Proszę takie osoby o pomoc przy krótkim badaniu, które przeprowadzam krespondencyjnie. Badanie jest anonimowe, trwa 15 - 20 min. i polega na udzieleniu odpowiedzi na zestaw pytań przez ich zaznaczanie.  

Dla osób chętnych przewidziana jest indywidualna informacja zwrotna. Wszystkie indywidualne wyniki objęte są tajemnicą. 

Kontakt: danielzyzniewski@gmail.com 

Zapraszam i zachęcam :-)

 

/fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330822480,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Porwanie Magdy i retraumatyzacja medialna.

piątek, 03 lutego 2012 12:52

Tegoroczna zima dostarcza gorących emocji. Znęcanie się górali nad zwierzętami, śmierć Noblistki, uprowadzenie dziecka na Śląsku. I to uprowadzenie właśnie zdaje się w mediach przysłaniać wszystko inne. Pan prywatny detektyw obwieścił w prasie, że od początku wiedział, że matka dziewczynki jest zamieszana w to porwanie. Można odnieść wrażenie, że wyczucie kłamstwa jest jakąś wielką sztuką, której tajemnice posiadł on sam, a dla innych jest ona niedostępna.

 

Z tego co mi wiadmo, to żadna sztuka „czuć”, że ktoś kłamie. Dlatego, że każdy z nas jest wyposażony w mający biologiczne podłoże mechanizm odbierania różnych sygnałów (w tym również drobnych niewerbalnych w obrębie twarzy), które wysyła drugi człowiek, gdy coś opowiada. Nawet fora internetowe huczały na temat tego, że „matka coś kręci”. To żadna sztuka stwierdzić, że „coś tu nie gra”, że „osoby poszkodowane coś ukrywają”. Potrafi to już wczesny nastolatek. Każdy człowiek z prawidłowo ukształtowanym układem nerwowym jest zdolny wyczuwać niejasności.


/fot.D.Ż./

Zastanawia mnie jakie prawo stoi za panem R., które pozwala mu upubliczniać nagranie, w którym matka dziecka złamana jakąś prowokacją przyznaje się do winy. Czy posiada on zgodę tej kobiety na upublicznianie jej wizerunku w ten sposób? (To nie jest oczywiste, że posiada.) Jeśli uzyskał taką zgodę, to jaka jest wartość takiej zgody, skoro została udzielona w aurze silnych emocji związanych ze śmiercią dziecka, poczuciem winy i presją otoczenia... Czy poza prawem autorskim, prawo moralne przestało już istnieć?

 

Dlaczego to on wskakuje w obiektyw kamery, gdy kobieta w spazmatycznym płaczu przyznaje się, że dziecko wypadło jej z rąk? Kadr jest bardzo wąski. Kamera wysterowana tylko na zwierzającą się matkę. A jednak buzia i ramię Pana R. mieszczą się w kadrze zadziwiająco łatwo. Kogo naprawdę to nagranie pokazuje? Kto, gdy przeżywa cierpienie, to chce je upubliczniać. Kobieta chowa twarz w swoich dłoniach. Odczuwa wstyd, ból i skrępowanie. Dlaczego tego spotkania nie prowadził doświadczony psycholog? Osoba trzecia w takiej sytuacji powinna być co najwyżej "milczącym świadkiem".

 

Media publikujące to nagranie od dawna czują się zwolnione z empatii wobec osób cierpiących - WP także! Tym samym stają się współwinne pogłębiania ludzkiego cierpienia! 

 

Czuję się oburzony i zasmucony brakiem granic w upublicznianiu tego typu nagrań!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330813621,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zamrozić własnego psa...

czwartek, 02 lutego 2012 22:25

Oto fragment artykułu, na który trafiłem robiąc codzienny przegląd stron internetowych:

 

"- Dostajemy informację o jednym psie tkwiącym na mrozie w dzień i noc, a na miejscu znajdujemy takie zwierzęta niemal w każdej posesji – opowiada Dąbrowska w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej". – „Tak zdarzyło się nam m.in. w Białym Dunajcu. To, czego jesteśmy świadkami, utwierdza nas w przekonaniu, że górale są bezwzględni. Ich zdaniem pies ma sobie poradzić na mrozie i śniegu - mówi. Jeśli zwierzęta nie są uwiązane, mają jakąś szansę na przeżycie. Chowają się pod traktorami, krzesłami czy krzakami. Gorzej, gdy są na krótkich łańcuchach i nie mogą się ruszać. Darowska odrąbywała już takie przymarznięte do ziemi zwierzęta. Jednego psa udało się jej nawet ocalić. Na szczęście znalazł bezpieczny i ciepły dom”." (całość tutaj)

 

A oto jeden z komentarzy zamieszczonych pod artykułem:

"Nasze chrześcijańskie społeczeństwo użala się nad dwudniową zygotą, jakim to cierpieniom jest poddawana podczas aborcji, ale cierpienie zwierzęcia nie robi wrażenia"

 

/fot. D.Ż./

 

A oto kilka faktów na temat odczuwania bólu przez ssaki: 


Wszystkie ssaki posiadają receptory czuciowe i bólowe, których zadaniem jest przesyłać nerwami obwodowymi do mózgu informacje o bodźcach dotykowych i sile związanego z nimi bólu, bo takie informacje mają charakter ostrzegawczy i pozwalają zapobiec groźnym dla życia uszkodzeniom ciała. 


Od receptorów czuciowych do mózgu wiedzie daleka droga z tkanek narządów ciała (w tym skóry). Mózg jako jedyny organ w ludzkim ciele jest pozbawiony czucia, co oznacza, że nie doznaje bólu, gdy zostaje uszkodzony. 


Układ nerwowy człowieka rozwija się stopniowo od poczęcia do ok. 24 roku życia (mózg), a potem zachowuje plastyczność, w tym zdolność regeneracji.


Połączenia nerwowe między receptorami czuciowymi a mózgiem płodu ludzkiego powstają dopiero po 21 tygodniu od zapłodnienia. Oznacza to, że do tego czasu płód ludzki jest pozbawiony doznania bólu. 


Zwierzęta, z których przyjaźni oraz usług korzystamy czują na mrozie fizyczny ból tak, jak człowiek, który w mroźny dzień zostanie pozbawiony ubrania i wypędzony z pomieszczeń. "W wyniku działania temperatury bardzo niskiej i bardzo wysokiej pobudzane są receptory bólowe. Receptory temperatury występują szczególnie obficie w skórze warg i opuszek palców". 

/źródło: B. Sadowski, "Biologiczne mechanizmy zachowania się ludzi i zwierząt", PWN W-wa 2006/

 





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330812433,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Palermitańskie spojrzenie...

piątek, 13 stycznia 2012 16:22

"Jest spokojna, ale to pozory. Staram się odczytać ważne zdarzenie z jej życia. Każdy takie ma. W twarzy, a szczególnie w oczach można dostrzec treść, której nie wypowiadamy przy użyciu słów. Oczy tej kobiety są utkwione w jeden punkt. Lekko opuszczone powieki i spojrzenie skierowane w prawo. I jeszcze gest dłoni, która celuje wprost przed siebie. Zatem spojrzenie i dłoń mijają się nieznacznie w swoich kierunkach. W oczach rozszerzone źrenice, co wskazuje na wewnętrzne pobudzenie. Może ono wynikać z zaskoczenia, z odczucia dreszczu mieszanej emocji, młodzieńczego onieśmielenia, a może podniecenia…" (Moje Muzeum)

 

/fot.D.Ż./

 

Zapraszam na Sycylię, do Palermo, bo w Moim Muzeum pojawiło się nowe arcydzieło i nowe przeżycie... (wystarczy kliknąć zdjęcie).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330751355,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Samobójstwo - przyczyny, racjonalizacja, demonstracja

poniedziałek, 09 stycznia 2012 12:49

Jednym z najważniejszych pytań, które stawia otoczenie, gdy ktoś popełnia samobójstwo jest pytanie o to, dlaczego to zrobił. Otoczenie często odpowiada samo sobie, że to problemy psychiczne; był chory na depresję czy inną chorobę. Równie często jednak zdarza się, że to racjonalizacja, tzn. jeden ze sposobów zaprzeczania prawdzie. Otoczenie zaprzecza przez racjonalizację wtedy, gdy nie chce lub boi się spojrzeć prawdzie w oczy.

 

W Rosji sowieckiej dla potrzeb systemu stworzono jednostkę chorobową w psychiatrii zwaną „schizofrenią bezobjawową”. Lekarze w służbie systemu uznawali za chorego na tę chorobę, każdego niewygodnego politycznie człowieka. Zamykali go w zakładzie zamkniętym, a nieświadome otoczenie mogło zracjonalizować sobie „dziwne” (tzn. mówiące prawdę) zachowanie takiego człowieka przed „chorobą”.

 

/fot. D.Ż./

 

W naszych czasach jedną z najjaśniejszych „gwiazd” wśród zaburzeń psychicznych jest depresja, której prawdziwe oblicze jest znane tylko chorującym i specjalistom. W mediach natomiast zostało przez domorosłych dziennikarzy psychologizujących wypaczone i rozciągnięte na każdy spadek formy i nastroju. Tego typu podejście do depresji stwarza doskonałą przestrzeń niewiedzy. Ludzie na co dzień nie zajmujący się zaburzeniami psychicznymi mogą myśleć, że depresję ma każdy, kto przestał się uśmiechać, jest w smutku czy popełnił samobójstwo. Taka zafałszowana, w wyniku braku kompetencji pisaniny dziennikarskiej, rzeczywistość staje się jednocześnie przykrywką/zasłoną dymną dla zaskakujących czynów ludzi na stanowiskach lub innych.

 

Najważniejszą kwestią, którą powinno się rozstrzygać wśród przyczyn czyjegoś samobójstwa jest kwestia związana z położeniem, sytuacją, w której samobójca lub niedoszły samobójca znalazł się przed targnięciem się na własne życie. Taką sytuacją jest każda, w której człowiek, z własnego punktu widzenia, przestał dostrzegać wyjście.

 

Słowem, każda sytuacja, w której przestajemy widzieć możliwość jakiegokolwiek ruchu może stać się powodem samobójstwa. Każde subiektywne poczucie bycia w pułapce może tak się zakończyć, bez względu na to, czy chorujemy, czy mamy skłonności samobójcze, czy jakieś nie zdiagnozowane do tej pory, zaburzenie. Do samobójstwa może posunąć się każdy, kto znajdzie się w potrzasku i przestanie widzieć dla siebie wyjście.

 

Dlatego samobójstwo może także mieć charakter demonstracyjny. Nie wiem jak coś powiedzieć; nie mogę o tym powiedzieć, ale napięcie i uczucie potrzasku, w którym jestem są tak duże, że jedynym wyjściem jest zakończyć je definitywnie. Warto rozdzielać we własnym osądzie czyjejś próby samobójczej te motywacje od rzeczywistych problemów psychicznych, których samobójca mógł wcale nie mieć.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330739480,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ja i okoliczności

niedziela, 01 stycznia 2012 14:09

"Yo soy yo y mis circunstancias"

/Jose Ortega y Gasset/

Jestem ja i moje okoliczności lub jeśli ktoś woli jestem sobą i moimi okolicznościami!

Wszystkiego najlepszego dla każdego!

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330708065,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Moja staruszka cz.10 - święta w klatce

sobota, 24 grudnia 2011 15:11

- Pani Lilu, a pamięta Pani jak w zeszłym roku spędziła Pani jeden dzień świąt u mnie?

- Jeszcze sama weszłam po schodach. Szłam bokiem uwieszona poręczy prawą stroną, a lewą ciągnęłam za sobą.

- Nawet nie pozwoliła Pani sobie pomóc.

- Bo to był mój sposób, lubię sama. Danielu, czy ja już zostanę w tym nowoczesnym łóżku do końca?

- Tak.

- Już nie wstanę nigdy sama z tej klatki, tylko gdy mnie wyciągną do kąpieli albo na "wózkowy" spacer?

- Tak.

- A u Ciebie było cudownie cicho w tamte święta. I chyba na palcach zacząłeś chodzić, gdy zasnęłam na kanapie, bo nic nie słyszałam, co robiłeś w sąsiednim pokoju. I zupa była taka ciekawa, inna. Nigdy nie jadłam wcześniej podobnej.

- Ciecierzycowa z grzybami.

 

/Szopka uliczna w zapomnianych zaułkach Palermo, fot. D.Ż./


- A wiesz, że mi tu ciągle w nocy włazi do pokoju ta z alzheimerem?

- Zagubiona?

- Tak i za każdym razem pyta o to samo

- O co?

- Co słychać? Tak jakby nie było oczywiste, że jeśli u mnie się coś zmieni, to wiadomo, że mnie w łóżku nie będzie

- I co pani odpowiada?

- Wściekam się, więc mówię „gówno”

- I co ta Pani na to?

- "Proszę mówić głośniej, bo nie słyszę…" a ja pękam ze śmiechu

- Oj Pani Lilu, jaka z Pani fikuśna dziewczynka… 

 

 

Dobrych świąt Wszystkim!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330687517,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zapobiec przeszłości w przyszłości

sobota, 17 grudnia 2011 22:13

"Danielu, przeczytałam ten wpis z dużym zaciekawieniem. Zgadzam się z Tobą w zupełności, że takie zachowania rodziców wobec dzieci skutkują w ich dorosłym życiu. Zmian można dokonać, ale to jest bardzo trudne dla człowieka, który przez całe życie słyszy wyzwiska i spotyka się z agresją. Nawet jeśli to jest "tylko" słowna agresja skutkuje negatywnie na życie dziecka w dorosłości. Każdy rodzic powinien zapoznać się z takimi informacjami i to zanim jeszcze zostanie rodzicem. Zapoznać i wyciągnąć wnioski na przyszłość." (Czarnawrona-Basia, komentarz do artykułu Przeznaczenie cz.1)

 

"1. To nie takie proste.

2. Zobaczysz jak będziesz mieć własne dzieci.

3. Gdy cię wyprowadzi z równowagi, to nie myślisz o żadnych skryptach i o tym, że w przyszłości mogą mu utrudnić życie, tylko robisz wszystko, by go przyprowadzić do porządku"

 

To najczęstsze reakcje rodziców. Wielu błędów nie da się uniknąć będąc rodzicem. Nie da się wychować dziecka bez zranienia go w żaden sposób. Doświadczanie frustracji także jest naturalnym elementem rozwoju. Wychowanie bez frustracji mogłoby paradoksalnie także utrudnić funkcjonowanie w dorosłości. Funkcjonując w świecie dorosłym trzeba umieć wiele przewidzieć, przed wieloma trudnościami starać się ochronić... Frustracja zatem powinna być umiarkowana i efektem zachowania pozbawionego agresji (werbalnej i niewerbalnej).


 

/Leonor Fini, "Macierzyństwo", olej na płótnie, fot. i oprawa zdjęcia D.Ż./

 

Odpowiedzialność i własność

Problem pojawia się wtedy, gdy rodzic nie zważa na uczucia dziecka. Gdy odpowiedzialność za swoje dziecko miesza się z poczuciem własności. Ignorowanie uczuć dziecka jest wtedy częste. Własności rzadko daje się autonomię. Raczej oczekuje się od niej, żeby była taka jaką chcemy ją widzieć.

 

Już na poziomie werbalnym mówienie o dziecku, które się spłodziło i wychowuje "moje" niesie ryzyko pomieszania odpowiedzialności z poczuciem własności. Gdy o czymś mówię "moje", to z czasem i myślę "moje", a następnie zaczynam czuć, że to jest "moje". Moje znaczy należące do mnie. Należeć do mnie oznacza być moją własnością i zależeć ode mnie. Gdy ten element zaczyna dominować w wewnętrznym stosunku rodzica, do jego dziecka, to znaczy, że dziecko przestaje mieć prawo do odrębności, choć oboje mogą tego nie dostrzegać.

 

Czy rodzic powinien wiedzieć jak najwięcej o tym, jakie pułapki niesie ze sobą wychowanie...?

Myślę, że jeśli będzie dbać o to, by postrzegać swoje dziecko w kategoriach odrębności, zamiast zależności i własności, to uniknie wielu groźnych pułapek. Dziecko jest odrębnie czującą i postrzegającą istotą, choć jego fizyczna egzystencja przez wiele lat zależy od jego opiekunów. 

 

A co do samych skryptów, to mam wrażenie, że cytat z mojego ulubieńca filozoficznego dobrze odzwierciedli moje przemyślenia na temat tego jak sobie z nimi zacząć radzić.

 

"Przeszłość z samej swojej istoty ma charakter revenant (powracający). Mimo odrzucenia ciągle powraca w sposób nieunikniony. Dlatego też jedyną autentyczną metodą jej przezwyciężenia nie jest jej odrzucenie, ale liczenie się z nią. [...]" (Ortega y Gasset, "Bunt mas", PIW Warszawa, 1982)

 

Znacznie lepiej, by skryptami zajmowało się dorosłe "poturbowane" dziecko, niż dorosły przyszły rodzic!

 

Dziękuję Czarnawrono-Basiu.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330673222,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tajemnica trójkątów w weneckim domu Marii

sobota, 10 grudnia 2011 16:33

O tym jak babka Jezusa poradziła sobie z trudnościami w spłodzeniu potomka. O tym czy najsławniejsza Dziewica świata mieszkała kiedykolwiek w Wenecji. I o tajemnicy niewidocznych trójkątów w weneckim palazzo pod pędzlem Carpaccia.

Zapraszam do Mojego Muzeum (klikając zdjęcie), bo nowe arcydzieło czeka już na zwiedzających!

 

/fot.D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330654908,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gdy Wielcy odchodzą w ciemności dni przysłoniętych depresją...

poniedziałek, 05 grudnia 2011 23:50

Wczoraj Adam Hanuszkiewicz. Dzisiaj Violetta Villas. Dla mnie byli ludźmi, których istnienie wydawało się wieczne. Tym smutniej, gdy pomyślę, że oboje odeszli w smudze cienia...

 

 

"O, melancholii, świat się zmienił w dolinę łez. Był domem mi, dzisiaj cierniem jest. Tak bolą mnie, nie otarte łzy, tak bolą mnie, nie wyśnione sny, naszych krótkich dni."

 

Melancholie

"Wszystko jest bez sensu, wszystko pogmatwane jak te winorośla gąszczy cmentarnianych..."

 

Piosenka dla zmarłej

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330641853,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przyjaźń rodzicielsko - dziecięca cz.4 - skrypty

wtorek, 29 listopada 2011 11:27

Koalicja międzypokoleniowa może skutkować, np. różnymi skryptami życiowymi. Skrypty życiowe to najczęściej słyszane, obserwowane (kontekst sytuacyjny) i przeżywane (kontekst emocjonalny) przez dziecko słowa, wyrażenia, zdania, które układają się w rozmaite przekonania utrwalające się w umyśle jako przekonania prawdziwe o ludziach i życiu.

 

Skrypty są czymś więcej, niż stereotypami, które ujawniamy w życiu społecznym. Skrypty mogą łączyć się ze stereotypami, ale mają charakter bardziej zindywidualizowany i przez to ich znaczenie i działanie jest dla noszącego je człowieka silniejsze.

 

Lubię skrypty porównywać do wirusów, które można w sobie nosić przez całe życie i nie wiedzieć, że się je ma. Działają podstępnie i atakują skutecznie w chwilach życiowych zakrętów i zwiększonego napięcia emocjonalnego. Podobnie, jak na poziomie biologicznym, wirusy uaktywniają się w chwilach obniżonej odporności organizmu. Zawsze myślę w tym miejscu o opryszczce – powszechnie żyjącym u bardzo wielu ludzi wirusie, którego udaje się trzymać pod kontrolą pod warunkiem dbałości o wysoki poziom zdrowia. Wystarczy jednak przeziębienie…

 

/fot.D.Ż./

 

Znowu przyczepię się do tych biednych matek. To dlatego, że nasza kultura jest kulturą matriarchalną, tzn. dominuje stereotyp kobiety – matki jako najważniejszej dla rodziny. To matce nasze sądy przyznają dziecko nawet, gdy obiektywnie ojciec byłby dla niego o wiele bezpieczniejszym wyjściem. Skoro zatem od pokoleń w naszym kraju „matka jest święta”, to tym chętniej dla równowagi piszę o ciemnych stronach tej świętości.

 

Moim ulubionym przykładem jest samotna matka swojej dorastającej córki. Samotna, bo „wszyscy mężczyźni są diabła warci”. Rozwiodła się zatem, bo buty walały się w przedpokoju mimo różnych metod wychowawczych itp. Są też matki wykorzystane, porzucone i obrażone na podłego, wstrętnego, niewdzięcznego faceta. Mają jednak coś najwspanialszego na świecie, jedyną, niepowtarzalną, swoją własną, bezwarunkowo kochającą i wpatrzoną w mamusię córeczkę. Czego chcieć więcej, skoro jest taka jedna istota, której całe życie zależy od tego, co zrobi mamusia. A skrzywdzona albo tylko sfrustrowana mamusia może chcieć w takiej niezwykłej przyjaźni ochronić swoją córeczkę przed tym oszukańczym światem mężczyzn, którego sama doświadczyła.

 

I płyną wobec tego opowieści o tym i o tamtym, jak wykorzystał tą i tamtą. Jak są podli, jak brutalnie krzywdzą i nie należy im ufać pod żadnym pozorem. Z takiej przyjaźni i metod ochrony córeczka często wynosi skrypty, np.

 

- nie ufaj mężczyznom, bo zdradzają

- gdy zaufasz mężczyźnie, to zostaniesz skrzywdzona

- nie ulegaj, nawet gdy prosi, bo i tak cię oszuka

- nie daj się omamić mężczyźnie, bo tylko matce można ufać

- każdy facet jest taki sam

- wszyscy mężczyźni są jak twój ojciec, funta kłaków warci

- gdy się zaangażujesz, to cię zostawi

- gdy zajdziesz w ciążę, to powie, że jesteś dziwką i to nie jego

- trzymaj się z dala od facetów, bo cię skrzywdzą

- uciekaj od mężczyzny, żeby zachować twarz

 

Za mało miejsca i czasu na dalsze wyliczanie. Skryptów może być tak wiele jak wiele jest samotnych matek wychowujących samotnie swoje dzieci i tak wiele jak wiele mają one własnych przykrych doświadczeń życiowych, a rekompensaty szukają w relacji ze swoim dzieckiem. Często nie zdając sobie z tego sprawy. Często zadowolone, że w córce mają najwierniejszą przyjaciółkę.

 

Rzecz w tym, że dla dorastającego dziecka prawdy rodzica na tyle długo są jedynymi słusznymi prawdami życiowymi, że w dorosłości, gdy dziecko samo już dostrzega, że nie wszyscy doświadczają cierpienia, to nie wyparowują one jak kamfora. Nawet gdy na co dzień mamy swoje własne zdanie, to dawne prawdy skrzywdzonej matki mogą wyskoczyć w chwili naszego najmniejszego niepowodzenia jak opryszczka. 

 

P.S. Kto ma ochotę i jeszcze siłę poczytać więcej o skryptach i metodach ich „produkowania” zapraszam tutaj.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330624495,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Eko niepodległe naleśniki!

piątek, 11 listopada 2011 12:38

"Zaprzyjaźniony ze mną historyk - patriota mówi bez pardonu: "Polacy to naród z jajami, buraczany, cierpki jak gryka i wrażliwy jak orkisz, no i żyje pod lekko spleśniałym niebem"

Okazało się, że w mojej kuchni można znaleźć te cechy na talerzu w jednym pożywnym daniu śniadaniowym. Lubimy jeść dużo, częstować całą rodzinę i przyjaciół więc i porcja musi być słuszna. Wobec tego niepodległościowa naleśnikowa mieszanka wygląda tak:"

/www.kuchniaorganiczna.com/

A żeby dowiedzieć się o co dokładnie chodzi zachęcam do kliknięcia powyższego adresu lub poniższego zdjęcia :-]

Dobrego dnia niepodległego!

 

 

/fot.D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330569670,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

To, co dobre...

czwartek, 10 listopada 2011 17:46

Dzięki turbulencjom i przesiadkom wiem, że lecę w upragnione miejsce. 

 

/fot.D.Ż./

 

Wiem także, że na turbulencje nie mam wpływu, ale na tempo przesiadki mam wpływ duży :-]



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330566847,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czy można wybrać reakcję na śmierć...?

sobota, 05 listopada 2011 15:13

"Jest smutek, zachmurzenie, strapienie, być może i dreszcz. Gdzie są jednak łzy…? Dlaczego matka zamordowanego syna nie płacze? Czy tłumi płacz, czy nie wzbiera on w niej w ogóle? [...] Dlaczego kobieta, która widzi śmierć swojego syna wybiera nie płakanie…? Czy w obliczu śmierci najbliższej osoby można w ogóle wybrać jak zareagować? W średniowieczu w kulturach ludowych zadawano sobie podobne pytania i nie umiano na nie odpowiedzieć. "

/www.mojemuzeum.com.pl/

 

Te pytania zadawałem sobie w Mediolanie w Pinacotece di Brera. Dziś można na nie odpowiedzieć o wiele łatwiej, niż w średniowieczu.

Do kolekcji Mojego Muzeum dołączyło kolejne arcydzieło kryjące tajemnice ludzkiej emocjonalności... Zapraszam za pośrednictwem zdjęcia (wystarczy kliknąć) :-)

 

/fot.D.Ż./




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330547042,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Marokańskie cmentarze

wtorek, 01 listopada 2011 13:34

Gdy podróżuję interesują mnie również cmentarze. Nie chodzi tylko o ich zabytkowy charakter, ale także o stosunek mieszkańców do miejsc pochówku. Po tym jak cmentarz wygląda można bowiem przypuszczać, jak ludzie o niego dbają. Jednym z krajów, w których widziałem cmentarze o oryginalnej architekturze i coś mówiące o żyjących mieszkańcach jest Maroko. Długa historia i ścierające się wpływy wielu kultur zostawiły w tym kraju ciekawe ślady cmentarne.


/fot. D.Ż./


Sądząc po tym jak wyglądają muzułmańskie cmentarze w Tangerze, Fezie czy Marakeszu można wnioskować, że grób zmarłego nie jest miejscem, w którym zmarłego się odwiedza. Cmentarze muzułmańskie w Maroku spotkałem zaniedbane i byle jak wydzielone. Na cmentarzu muzułmańskim nagrobki nie mają żadnych inskrypcji... Muzułmanie mają odmienny od naszego stosunek do symboliki śmierci. Pamiętam też swoje zdumienie, gdy w Tangerze zobaczyłem przechodząc wzdłuż cmentarza tamtejszego przechodnia, który wszedł między nagrobki oddać mocz. Nie był bezdomnym i nie wyglądał na wyrzutka społeczeństwa. Prosty człowiek, któremu zachciało się sikać.  

 

 

/fot. D.Ż./

 

Jednym z najciekawszych cmentarzy jakie widziałem to cmentarz mudżahedinów w nadatlantyckiej mieścinie Asilah. Zaskakujący przykład zapewnienia zmarłym wspaniałych widoków na Atlantyk i zachodzące słońce… Cmentarz jest usytuowany na tarasie małego mauzoleum na szczycie wysokich murów obronnych wdzierających się w ocean. Siedząc na tych murach z jednej strony podziwia się wielką wodę, a z drugiej bajeczne wzory ceramicznych płyt nagrobnych, które w pierwszej chwili wyglądają jak rozłożone, suszące się marokańskie dywany modlitewne.

 

W Marakeszu jest największy i bardzo stary cmentarz żydowski. Żydzi w Maroku mieli wyjątkową pozycję w strukturze społecznej. Wyjątkową w tym wypadku oznacza znacznie gorszą. Zajmowali się złotnictwem (dla zysku sułtana, a nie własnego), ale najciekawsze jest to jaką rolę przeznaczał dla nich sułtan w razie konfliktu z własnym ludem. Wskazuje na to położenie dzielnicy żydowskiej w miastach marokańskich. Musiała ona bowiem leżeć między kazbą a mediną.


/fot.D.Ż./


Kazba była częścią mediny przeznaczoną wyłącznie dla mieszkańców dworu i rodziny sułtana. W medinie mieszkali też pozostali mieszkańcy miasta, a między nimi i kazbą Żydzi. Powszechne były konflikty, gdy sfrustrowani muzułmanie sprzeciwiali się polityce sułtana. Walka o władzę i bunty skierowane były na kazbę. Chcąc uderzyć na kazbę lud musiał najpierw uderzyć na dzielnicę żydowską. W ten sposób pierwsza, a zatem najsilniejsza fala uderzenia i frustracji dotykała Żydów. Wyżyty lud nie atakował już kazby, a jeśli atakował, to sułtan zyskał wcześniej wystarczająco dużo czasu, by uciec. W związku z tym Żydom wolno było mieszkać wyłącznie w swojej dzielnicy.

 

I dzisiaj dzielnica żydowska w Marakeszu różni się wyraźnie od reszty miasta. Jest uboższa, odrapana, jakby w każdej chwili przygotowana na ugięcie się pod kolejnym atakiem… Jedynie cmentarz otoczony wielkim murem niemal błyszczy od bieli nagrobków w oryginalnych kształtach. Trudno tam trafić bez lokalnego "przewodnika", który wyciągnie 200 – 300 dirhamów. A gdy już się tam trafi, to jeszcze trzeba wiedzieć gdzie szukać klucznika. Nie jest to rejon zbyt bezpieczny, bo zasiedlony głównie biedotą. Trzeba zatem uważać zapuszczając się w gąszcz żydowskich uliczek.


/fot. D.Ż./


I jeszcze jeden cmentarz położony nad oceanem tyle, że w Tangerze. W położonej wysoko nad oceanem skale można znaleźć wydrążone prostokątne otwory, w których w 1965 roku odkryto punickie szczątki i przedmioty codziennego użytku. W skale znaleziono ponad 50 wykutych mogił. Najmłodsze pochodzą z końca IV w. n. e. Dziś to jeden z najbardziej oryginalnych tarasów widokowych, z którego podziwia się cieśninę gibraltarską oraz miejsce schadzek młody zakochanych. Zdarzyło mi się być na tej skale po deszczowym przedpołudniu. Widok wypełnionych wodą grobowców robił jeszcze większe wrażenie. Wszystkie ludzkie szczątki ekshumowano i znajdują się obecnie w muzeum tangerskim. Przyroda nie znosi jednak próżni. I co człowiek pozostawił puste natura wypełnia…



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330531679,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Na Wszystkich Świętych chleb dla zmarłych!

poniedziałek, 31 października 2011 23:26

W Kampanii jest taki zwyczaj, że na Wszystkich Świętych zostawia się w kątach domu, ułożone na talerzach kawałki chleba i inne potrawy z odrobiną wina w szklankach. Pewien antropolog będący świadkiem takiej praktyki zwrócił domownikom uwagę, że nie ma ona sensu, bo jedzenie pozostaje przecież nienaruszone. Na co Pani domu oznajmiła naukowcowi, że zmarli, którzy są cieniami i duszami jedzą tylko „duszę pokarmów”, a ich zewnętrzna powłoka zostaje nienaruszona.

 

Chleb jako najstarszy pokarm ma szczególne znaczenie w relacjach międzyludzkich. Symbolizuje przede wszystkim łączność. Wspólne spożywanie chleba podkreśla znaczenie relacji z drugim człowiekiem. W niektórych rejonach Europy, a zwłaszcza w południowej Italii na Wszystkich Świętych przynosi się w darze zmarłym właśnie chleb i pozostawia go na grobie. To rytuał wyrażający pragnienie ożywienia zmarłego, a także wyraz nieprzerwanej z nim łączności.


/fot.D.Ż./

 

Moją inspiracją są nie tylko rytuały, które tworzymy, by łatwiej radzić sobie z odczuwanymi emocjami, ale także wspomnienia, których dużo w sobie noszę. Tym razem kampanijskie wulkaniczne doświadczenie upiekło mi się w kuchni i dobrze koresponduje z tamtejszymi zwyczajami. Zapraszam na chleb Vesuvio, którego jadalna jest dusza, ale także zewnętrzna powłoka… (wystarczy kliknąć zdjęcie)

 

p.s. (źródło: "Tryumf śmierci", Alfonso M. di Nola, Universitas, Kraków 2006)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330530055,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Przyjaźń rodzicielsko - dziecięca cz.3 - koalicje

sobota, 22 października 2011 19:37

Dwa pokazane przez mnie przykłady koalicji to koalicje kobiece. Nie od dziś wiadomo, że relacja matki z jej dzieckiem w pierwszych latach jego życia jest dla rozwoju takiego dziecka najważniejsza i ma najsilniejszy wpływ na kształtowanie się jego osobowości. Matka zawsze jest swojemu dziecku bliższa, niż ojciec, nawet gdy później pojawia się między nimi dystans. Relacja dziecka z jego matką jest również dłuższa i bogatsza dla niego od relacji z jego ojcem o całe dziewięć miesięcy, które dziecko spędziło w cielesnej symbiozie ze swoją matką.

 

To, co zrobi w relacji ze swoim dzieckiem jego matka przez pierwszych kilka lat jego życia, ma dla jego przyszłej emocjonalności większe znacznie, niż to co zrobi ojciec. To kobiety bowiem są odpowiedzialne za ukształtowanie się sfery emocjonalnej naszej psychiki. To od matek uczymy się, czym są emocje, jak je odbierać i jak je wyrażać. To od matek uczymy się czym jest emocjonalność między ludźmi. To, jak reaguje matka na bodźce zewnętrzne (w tym naturalnie na innych ludzi) ma wpływ na nasze przyszłe reakcje emocjonalne na podobne bodźce. Dlatego to, czy matka zaczyna tworzyć ze swoim dzieckiem koalicję i jakimi treściami zaczyna tę koalicję wypełniać ma znaczenie dla przyszłego sposobu postrzegania przez nas świata.


/koalicja na moim balkonowym słoneczniku - fot.D.Ż./

 

Podane przez mnie przykłady koalicji to koalicja matki z nastoletnią córką i koalicja dorosłej (już mężatki) córki ze swoją matką i babką. Są to przykłady koalicji które przede wszystkim są koalicjami nieprawidłowymi, bo są koalicjami międzypokoleniowymi. Koalicja w rodzinie nie powinna być koalicją międzypokoleniową. Powinna zatem być koalicją w obrębie tego samego pokolenia. Małżeństwo, partnerzy, kohabitanci powinni tworzyć koalicję ze sobą i tylko ze sobą. Jeśli mają dzieci, to te dzieci powinny tworzyć koalicję między sobą. Jeśli mają jedno dziecko, to również żadne z nich nie powinno tworzyć z nim koalicji.

 

Pierwsze czego uczy się dziecko dzięki byciu w koalicji, to tego, że między ludźmi istnieją granice. Chodzi przede wszystkim o granice emocjonalne. Każdy ma swoją przestrzeń, w którą inny nie powinien wkraczać. Koalicja w obrębie tego samego pokolenia jest koalicją konstruktywną, bo pozwala na przepływ emocji oraz informacji z tego samego poziomu. Rodzice są zatem dla siebie koalicjantami, bo mają podobne codzienne problemy oraz zbliżoną rozwojowo emocjonalność. Jest między nimi równość, bo muszą mierzyć się ze wspólnymi sprawami.

 

Rodzeństwo tworząc koalicję ze sobą porusza się w obszarze zbliżonych problemów i zbliżonej emocjonalności. Kto ma rodzeństwo i tworzył z nim koalicję, to wie, że wspólne problemy rodzeństwa koncentrują się przede wszystkim na "walce" vs "układaniu się" z rodzicami. Drugą bowiem rzeczą, której uczymy się z bycia w koalicji to ta, że na świecie są nie tylko problemy wspólne i granice emocjonalne między ludźmi, ale także jedni ludzie mogą organizować się w różnych sprawach przeciwko innym ludziom. Dlatego koalicja rodzinna powinna być w obrębie pokolenia.

 

Rodzice mają więcej wspólnych spraw ze sobą, dzieci mają więcej wspólnych spraw ze sobą, niż rodzic z własnym dzieckiem lub odwrotnie. Płynie z tego zatem jasny wniosek, że koalicje międzypokoleniowe niosą za sobą nierówność we wspólnych sprawach. Problemy rodzica zawsze są większymi problemami, niż problemy dziecka. Czym zatem skutkuje koalicja międzypokoleniowa?

 

c.d.n.

 

P.S. Zapraszam do dwóch wcześniejszych artykułów z cyklu "Przyjaźń rodzicielsko - dziecięca" w kategorii "psychologia obiektywnie".



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330495162,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Żałoba i seks

piątek, 07 października 2011 13:22

„W dniu śmierci mojego ojca kochałam się z mężem. Po raz pierwszy w życiu poznałam wtedy prawdziwe pożądanie i rozkosz”.

„ Do dziś nie mogę zrozumieć jak coś takiego mogło mi się przydarzyć, nie mogę sobie tego darować (…) , ale cały czas chodziła mi po głowie nieprzyzwoita piosenka, nie mogłam się od niej uwolnić.”

 

Te oraz inne wypowiedzi są typową reakcją na wzrost libido w okresie żałoby po bliskiej osobie. Niektórzy mogą poczuć zaskoczenie. Najczęściej bowiem uważa się, że w okresie po stracie następuje tzw. libido deficiens, czyli spadek potrzeb seksualnych. Obserwacje potwierdzają, że bezpośrednią konsekwencją przeżywanego dramatu śmierci jest wycofanie się, odsunięcie od świata, zerwanie więzi emocjonalnych, co w konsekwencji prowadzi także do znacznego obniżenia potencjału seksualnego, a nawet do abstynencji.

 

Jest to naturalna konsekwencja odczuwanego negatywizmu, poczucia opuszczenia, które najczęściej towarzyszą stracie. Taki stan psychiczny wpływa bezpośrednio na stan fizjologiczny organizmu i prowadzi do zaburzeń erekcji czy trudności w osiągnięciu podniecenia. Jeżeli dołączą się do tego indywidualne stereotypy, przekonania, poczucie winy i autocenzura, to człowiek tak przeżywający śmierć bliskiej osoby na długo może popaść w stan zamrożenia własnych reakcji psychofizycznych. Mimo to taki stan powinien z czasem minąć i libido powinno zacząć stopniowo wzrastać.

 

/fot.D.Ż./

 

Jest jednak druga strona medalu. Wielu ludzi reaguje na śmierć odwrotnie do zarysowanego wyżej modelu. Ich libido wzrasta od razu po śmierci bliskiej osoby. Już Freud zauważał, że niedługo po okresie żałoby często zostaje poczęte dziecko. W dawnych czasach ludzie przyjmowali ciążę, np. córki zmarłego ojca jako znak od zmarłego. W niektórych kulturach do dziś uważa się, że to zmarły wraca do swojej rodziny w nowym wcieleniu.

 

Tymczasem rozbudzone potrzeby seksualne w okresie żałoby po śmierci bliskiej osoby także są reakcją naturalną na tę śmierć. Ściślej są reakcją na czające się widmo depresji w wyniku tej śmierci. Wzrost libido jest w tym przypadku formą obronienia się przed owym wycofaniem, zamrożeniem, pogrążeniem w ciemnościach cierpienia. Seks jako zaprzeczenie abstynencji i jako symbol witalności staje się również zaprzeczeniem śmierci.

 

Gdy w wyniku owej "libidalnej reakcji żałobnej" na świat ma przyjść dziecko, to staje się ono w takiej sytuacji jeszcze większą obroną przed potencjalnym cierpieniem. Dziecko bowiem długo będzie wymagało pełnej sprawności swoich opiekunów. Tym bardziej, nie mogą oni pozwolić sobie na skonfrontowanie się i przeżywanie cierpienia po stracie kogoś bliskiego. 

 

Taka forma radzenia sobie ze śmiercią może zdarzać się w rodzinach i relacjach, w których z osobą nieżyjącą wiązały się dla członków jej rodziny tak silne i destrukcyjne emocje, że skonfrontowanie się z nimi w okresie żałoby wydaje się rodzinie (i być może byłoby takim) zbyt trudne i obnażające to, czego przez lata nie wypowiadali między sobą. Ten rodzaj reakcji może również zatem zdarzać się w rodzinach z tzw. tajemnicą…

 

 

Cytaty z książki: „Tryumf śmierci. Antropologia żałoby.” Alfonso M. di Nola, Universitas, Kraków 2006



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330434119,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Moja staruszka cz.9 - paraliż i demencja

czwartek, 29 września 2011 18:49

Przewracanie się to jedna z najczęstszych przypadłości na starość. Przewracać może się każdy starszy człowiek nawet, gdy nie cierpi na żaden poważny problem zdrowotny. Wynika to z samego zużycia ciała, bo nie jest ono już tak sprawne, a reakcje na codzienne „zachwiania” równowagi nie są już tak szybkie. Przewracanie się, i o tym mało kto pamięta czy nawet mało kto wie poza specjalistami, może także być jednym z objawów początkowych, tzw. demencji (otępienia) czołowo – skroniowej.

 

Demencja to postępująca degeneracja tkanki mózgowej. A nie, jak stereotypowo się uważa, tylko problemy z pamięcią! Problemy z pamięcią w demencji są skutkiem uszkodzenia związanych z pamięcią struktur mózgu. I takie uszkodzenie w demencji (otępieniu) prędzej czy później pojawia się i staje się jednym z podstawowych jej objawów. Jednak w wyniku demencji mogą zostać uszkodzone różne struktury mózgu, w różnej kolejności – nie tylko te związane z pamięcią. Otępienie czołowe należy do tych rzadkich otępień, które nie zaczynają się od problemów z pamięcią.

 

/fot.D.Ż./

 

Moja staruszka jest tego przykładem. Ponad dwadzieścia lat temu doświadczyła rozległego, bo obejmującego całą, tzw. prawą korę ruchową wylewu. Prawa kora ruchowa, to pas wierzchniej warstwy mózgu o szerokości, mniej więcej, dwóch palców biegnący od czubka głowy do, mniej więcej, czubka prawego ucha. Z tego obszaru biegną informacje do poszczególnych części ciała o tym, że mają wykonać określony ruch. W konsekwencji wylewu moja staruszka ma sparaliżowaną całą lewą część ciała. W mózgu bowiem, struktury znajdujące się po prawej stronie zawiadują lewą stroną ciała i odwrotnie.

 

Taki niedowład połowiczy jest, wbrew pozorom, częstą niepełnosprawnością wśród osób po sześćdziesiątce. Rzadko jednak zauważalną dla przypadkowego obserwatora, bo osoby, które zostały tak okrutnie doświadczone przez wylew z reguły po intensywnej rehabilitacji zdolne są do samodzielnego poruszania się, często nawet bez laski i to nawet jeszcze przez wiele lat po wypadku. Z czasem, tj. z biegiem procesów starzenia ich kondycja pogarsza się i stopniowo zaczynają przechodzić do poruszania się o lasce, o kulach, a w końcu na wózek inwalidzki. To nieunikniona konsekwencja wylewu w korze ruchowej. Jednak to nie jest jedyny powód, dla którego osoby z niedowładem połowiczym mogą się przewracać.

 

Kolejną konsekwencją wylewu może być dalsze stopniowe, bo połączone z procesami starzenia się, postępujące uszkadzanie tkanki mózgowej. Zaobserwowano, że w około 20 lat po wylewie w korze ruchowej następuje neurodegeneracja struktur mózgu znajdujących się głębiej pod korą, czyli tzw. podkorowych. Uszkodzenia dotyczą wtedy obszaru w którym przebiegają połączenia, którymi z kolei biegną impulsy od położonych głęboko pod powierzchnią mózgu struktur do kory ruchowej właśnie, czyli na samą powierzchnię mózgu.

 

Rzecz w tym, że te impulsy to informacje z głębi mózgu na powierzchnię o tym, jaki rodzaj ruchu ma zostać wykonany. Pobudzona w ten sposób kora ruchowa wydaje z kolei polecenie o wykonaniu tego ruchu do mięśni. Uszkodzenie na drodze przekazu tych informacji można porównać do głębokiego, naruszającego poważnie strukturę asfaltu pęknięcia na autostradzie. Przejeżdżający przez uszkodzoną autostradę samochód może przejechać poturbowany albo ulec wypadkowi i nie dojechać na miejsce. Zatem informacja biegnąca do kory ruchowej ze struktur głębokich mózgu jest właśnie w takiej sytuacji jak ten samochód. Kiedy zatrzymuje się na owym pęknięciu autostrady, następuje przewrócenie się, bo mięśnie nie dostały właściwej informacji. Moja staruszka jest właśnie w takim położeniu. Konsekwencje wylewu nakładają się u niej na rozpoczynający się proces otępienny.

 

P.S. Takie przewracanie się o podłożu demencyjnym, czyli neurodegeneracyjnym może mieć miejsce u osób starszych, które nie miały nigdy wylewu. Dlatego, gdy ktoś nagle, bez powodu zacznie się przewracać, to powinien poddać się badaniu mózgu rezonansem magnetycznym. Tylko takie badanie wykaże, czy i w jakich strukturach następuje uszkodzenie tkanki mózgowej i czy stanowi ono podłoże przewracania się. A co za tym idzie, czy jest jednym z początkowych objawów otępienia.  



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330409063,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przyjaźń rodzicielsko - dziecięca cz.2

czwartek, 22 września 2011 10:57

Kobieca koalicja.

 

W rodzinie, od zawsze, jak w polityce, tworzą się koalicje. Jedni wchodzą w bliższe relacje z drugimi, bo to naturalne zachowanie, indywidualna nieświadoma vs świadoma potrzeba lub destrukcyjny vs konstruktywny wzorzec interakcji emocjonalnych. W związku z tym w psychologii wzięto koalicje rodzinne na warsztat. Sklasyfikowano je i zaobserwowano oraz udowodniono określone konsekwencje poszczególnych koalicji w obrębie rodziny, tak dla tworzących je członków jak i całej rodziny.

 

/fot.D.Ż./

 

Warto wiedzieć, że koalicyjny charakter rodziny jest czymś naturalnym i gdy koalicje są konstruktywne to rodzina rozwija się również konstruktywnie. Zatem pierwszą „zdrową” koalicją, która w rodzinie powinna zaistnieć, to koalicja tworzących ze sobą związek dwojga dorosłych ludzi. Wobec tego w koalicji ze sobą powinni być małżonkowie lub kohabitanci (pary tworzące związek, mieszkające ze sobą, ale nie formalizujące tego stanu rzeczy bez względu na płeć). Koalicja kochającej się pary powinna zakładać swobodny i bezpieczny przepływ wszelkich treści emocjonalnych i innych, na które para w relacji ze sobą wyraża zgodę i otwartość.

 

Koalicja przejawia się szczególnie w kontaktach ze światem zewnętrznym. Weźmy taki przykład: Partnerka musi podjąć jakąś decyzję, np. w swoich sprawach zawodowych i konsekwencje tej decyzji wiążą się z funkcjonowaniem tworzonego przez nią z jej partnerem związku, np. chodzi o zwiększenie czasu spędzanego w pracy. Powinna ona taką decyzję omówić ze swoim partnerem. Naturalnie, podobnie powinien postępować jej partner.

 

Usłyszałem kiedyś od jednej kobiety, że gdy ktoś składa jej nową propozycję zawodową, to natychmiast dzwoni ona do swojej mamy i do babci. Zapytałem czy ma męża/partnera, dzieci. Odparła, że jej mąż nie uczestniczy w jej życiu zawodowym. A dzieci nie mają. Zapytałem dlaczego mąż nie uczestniczy w jej sprawach zawodowych. Odparła, że mama i babcia nigdy dotąd nie doradziły jej źle. – A co na to mąż? – zapytałem. Odparła, że początkowo denerwowało go to, ale potem się przyzwyczaił.

 

Czyli w sprawach zawodowych tej kobiety pierwsze słowo mają jej matka i babka, podczas gdy mąż został od tych spraw odsunięty. Jego rola zatem w życiu zawodowym swojej żony jest drugorzędna. Zapytałem zatem ile czasu pochłania tej kobiecie życie zawodowe. Odparła z zadowoleniem, że większość. – A konkretnie? – byłem ciekaw.

– W moim biznesie, gdy się jest na fali, to chociaż jeden wolny weekend w miesiącu jest na wagę złota. A wieczorem to już się chce tylko spać.

– Czy to oznacza, że spędza Pani ten jeden weekend z mężem?

– Nie zawsze, bo muszę odpocząć, a mama i babcia tęsknią, gdy nie widzą mnie zbyt długo. Poza tym mamy we trzy dużo spraw do omówienia – odparła.

– Zatem mąż nie uczestnicząc w Pani życiu zawodowym, które zabiera większość Pani czasu, nie uczestniczy w Pani życiu właściwie w ogóle?

– No na to wychodzi.

– A zatem mąż pełni w Pani życiu drugorzędną rolę, można wnioskować z tego, co Pani mówi, bo sprawy zawodowe wypełniają większość Pani czasu, a doradzają w nich matka i babka?

- No tak na to patrząc, to tak.

- To po co ma Pani męża?

 

c.d.n.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330386265,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Moja staruszka cz.8 - nieświadomy sposób na...

czwartek, 15 września 2011 16:38

- Litujesz się nad żałosną staruszką – mówi Pani Lidia, gdy widzi mnie wchodzącego do jej szpitalnej sali.

- A czy nie po to, między innymi, jesteśmy ludźmi, by okazywać sobie litość?

- Litość trzeba umieć przyjmować. Ja nie umiem.

- Dlaczego?

- Zawsze myślę, że ten któremu się litość daje jest tak żałosny, że lepiej w ogóle go nie zauważać.

 

/fot. D.Ż./

 

- Każdy pragnie być zauważony – mówię z pełnym przekonaniem. – Pani też.

- Nawet, gdy widać moją żałość?

- Myślę, że tym bardziej wtedy. Człowiek często nie potrafi sam powiedzieć o swoim żałosnym położeniu, trzeba go po prostu zauważyć! A wyschnięty chleb nadal jest chlebem, chociaż już nie pachnie.

 


- Wstałam do toalety, przewróciłam się po drodze. Nie wiem dlaczego, nie znalazłam już siły, żeby się podnieść. Nie potłukłam głowy, chociaż nie włożyłam kasku. I w tej mokrej koszuli, bo się zsikałam. Dzwonek alarmowy za daleko, nie sięgnęłam. Dlaczego to ciało jest dla mnie taką pułapką? – wystrzeliła jak z karabinu maszynowego.

- Ciało to chyba zawsze może być pułapką, Pani Lilu, nawet wtedy, gdy jest zdrowe. Chyba jeszcze trudniej jest z akceptacją tego, że kalekie ciało jest ograniczeniem. Więc znalazły Panią dopiero rano.

- Nie mogę akceptować tego, że jestem kaleką. Modlę się o szybką śmierć.

 

 

Nie  chciałem już mówić Lili, że dopóki walczy, to nie umrze. Takie mam wrażenie, że jej siła płynie właśnie z braku tej akceptacji, że w jej przypadku za późno na pogodzenie się z kalectwem i mogłoby to oznaczać prawdziwe poddanie się. Będąc zatem w ambiwalencji między walką ze swoim kalectwem, a pragnieniem śmierci utrzymuje się ona przy życiu. Jej nieświadomy sposób…



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330360214,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Przyjaźń rodzicielsko - dziecięca cz.1

czwartek, 08 września 2011 15:37

Przyjaźnie rodziców ze swoimi dziećmi są częstym zjawiskiem, ba są często modne. Jak ubrania, tak i określony model relacji dziecko - rodzic może być kreowany przez fałszujące rzeczywistość media masowe.

 

Kiedy rodzic potrzebuje mieć w swoim dziecku przyjaciela?

 

Przede wszystkim wtedy, gdy doświadczył lub doświadcza wielu różnych porażek na gruncie osobistych relacji interpersonalnych. Często jest to rodzic samotnie wychowujący swoje dziecko. Może to być także rodzic samotny w swoim małżeństwie lub rodzic w kolejnym związku po nieudanej relacji z ojcem/matką swojego dziecka. 

 

Kobiety często odnajdują w sobie pragnienie stworzenia ze swoimi córkami relacji prawdziwie bezpiecznej przyjaźni, wolnej od zawiści, zazdrości, niechęci, słowem wypełnionej prawdziwą, chciałoby się powiedzieć, gwarantowaną genami miłością. Synowie także padają przedmiotem takiego celu swoich samotnych lub nieszczęśliwych w małżeństwie matek. Ojcowie również mogą szkać u swoich dzieci jedynej prawdziwej przyjaźni.

 

W relacji z córką kobieta może dążyć do uczynienia ze swojej córki ukochanej, wiernej, jedynej powiernicy. W relacji z synem może czynić go często nie tylko powiernikiem, ale także jej rycerzem, którego zaszczytną rolą ma być opiekowanie się skrzywdzoną przez los matką. Jeszcze jedną kategorię matek, bo w tym wypadku one jako jedyne mają tutaj pełną swobodę, jest kategoria kobiet, które zachodzą w ciążę z doświadczeniem wypełniającego je uczucia ulgi, że „wreszcie ktoś będzie mnie kochał”. Zyskują one w ten sposób, we własnym przekonaniu gwarancję (a tak naprawdę złudzenie), że ich dziecko (czy córka, czy syn) będzie je kochać na pewno i to zawsze, i bezwarunkowo. Wiadomo przecież, że dla każdego dziecka jego matka jest najważniejsza na świecie (przynajmniej do czasu). To tak przekrojowo i w wielkim skrócie o złożonej i pełnej znaczących dla przyszłości (tak rodzica jak i dziecka) konsekwencjach przyjaźni rodzicielsko - dziecięcej.

 

/fot.D.Ż./

 

Jednym z tzw. kodów komunikowania się, np. zaprzyjaźnionej ze swoją córką matki mogą być bajki. Jeżeli ma ona predyspozycje do ich opowiadania, określony sposób postrzegania świata, wrażliwość itp. to może chętnie opowiadać swojej córce bajki. Wiadomo, że dzieci lubią bajki. A jeśli córka doświadczała szczególnie ciepłego i bezpiecznego kontaktu ze swoją matką we wczesnym dzieciństwie właśnie dzięki jej zdolnościom do opowiadania bajek, to nawet jako nastolatka może w chwilach przypływu czułości poprosić o bajkę na dobranoc. W takiej sytuacji jest to naturalny wyraz bliskości, której dziecko potrzebuje od rodzica.

 

Podsłuchajmy zatem jak rozmawiają szesnastoletnia córka i jej matka w trakcie kilkutygodniowej rozłąki:

 

Córka: Czy jak już wrócisz to opowiesz mi bajkę, bo stęskniłam się…?

Matka: Opowiem ci wiele nowych bajek. Będę gładzić twoje włosy, a ty będziesz słuchała.

Córka: Ojej, tak bardzo to lubię:-]

Matka: Wiem, wiem, córeczko. Daję słowo, że to będą cudowne opowieści…

Córka: Jak ta o Alladynie?

Matka: Tak, wyłącznie o ślicznych księżniczkach i wstrętnych facetach!

Córka: Którzy ciągle łapią i krzywdzą małe księżniczki:-]

Matka: Tak, bo są z natury paskudni.

Córka: Są ohydni, niedobrzy i ktoś powinien ich zjeść…

Matka: Wracam jutro, pa

 

Otóż w tej pozornie bardzo zwyczajnej wymianie treści znajduje się kilka zakodowanych informacji. Informacja o typie relacji matki z córką oraz o relacji każdej z nich z mężczyznami to jedne z nich. W psychologii mówi się o takiej sytuacji: koalicja!

c.d.n.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330325199,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Sekretne wnętrze" otworem stanie

czwartek, 01 września 2011 21:57

"Często jest tak, że wypieczona, chrupiąca i właściwej grubości skórka kryje niezwykle delikatne, pełne niespodziewanego uroku wnętrze... I choć wydaje się w pierwszej chwili niemożliwe, by omlet zamknąć w cieście, to gdy widzi się całość nie można tego pozostawić bez spróbowania... Można ten przysmak śniadaniowy nazwać "Frittata w cieście", ale... są tam najdelikatniejsze w świecie polskie gruszki! Włoska polenta jedynie chroni je przed niechcianą przygodą... no i jaja - prawdziwe, wiejskie od kur grzebiących!"

/www.kuchniaorganiczna.com/

 

Niech zatem "sekretne wnętrze" otworem stanie

 na wrześniowe śniadanie:


/kliknij zdjęcie, by się przekonać:-] fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330298128,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czego można nauczyć się o sztuce miłosnej w neapolitańskim Gabinetto Segreto?

sobota, 27 sierpnia 2011 11:00

Do Mojego Muzeum zbieram dzieła sztuki. Tym razem do kolekcji dołączyły starożytne malowidła o sztuce erotycznej. Odnaleziono je w Italii, w odkopanych Pompejach, Stabiach i Herkulanum. Starożytnych miastach, które zniszczył wielki wybuch Wezuwiusza w 74 r.n.e. Dziś malowidła stanowią część wielkiej kolekcji Muzeum Archeologicznego w Neapolu. Te najbardziej "wyuzdane" odizolowano w pilnie strzeżonym Gabinetto Segreto. 


 

Komunikat specjalny!

"Moje Muzeum pragnie zaznaczyć, że zawarte w opowieści wskazówki psychologiczne oparte są o współczesną (tj. dostępną w roku 2011) wiedzę fachową na temat seksualności człowieka i oprócz tego, że stanowią pretekst do zaprezentowania tajemniczego pokoju, to mają również charakter edukacyjny. Tym nie mniej, Moje Muzeum pragnie również uprzedzić, że osoby łatwo gorszące się, a także poniżej osiemnastego roku życia powinny darować sobie ten materiał edukacyjny."

 

Czego można nauczyć się o sztuce miłosnej w Gabinetto Segreto?

(kliknij zdjęcie)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330275305,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nóżki sycylijskiego baroku

czwartek, 18 sierpnia 2011 13:53

Dziennik z podróży, Sycylia - Malta, styczeń 2011

 

Syrakuzy - Noto

"Dzień słoneczny, ciepły. Pełen sycylijskiego pejzażu, bo pojechałem koleją do Noto. Jeden wagonik toczył się z Syrakuz przez czterdzieści minut do tej „perły baroku”. Urocze miasteczko z jedną barokową ulicą, przy której stoją wszystkie barokowe i ważne budowle miejscowe. Ta ulica – Vittorio Emanuele (jakżeby inaczej) wygląda jak ustawiona w szeregu dekoracja teatralna. Co do samego baroku, to rzeczywiście piękny w Noto, ale żeby od razu perła.. To przesada. Z całą pewnością, jeśli ktoś nie widział baroku rzymskiego, weneckiego, hiszpańskiego czy nawet wiedeńskiego to może uznać ten w Noto za istny cud. Tym nie mniej uroczo i na trzy godziny, nie więcej.

 

/fot. D.Ż./

Miejscowi już mają na twarzach typowe prowincjonalne zacięcie i oczy wilkiem ustawione. Katedra z interesującą fasadą, ale pusta wewnątrz, więc w pięć minut się ją ogląda. Inne kościółki mają wnętrza jak pierwszy lepszy "baroczek" w polskiej mieścinie. Jedynie palazzi zachwycają, bo bogactwo wnętrz łączy się w nich z niebywałą wprost lekkością i smakiem. Villadorata – piękny i od razu chciałoby się zamieszkać. Do tego stopnia, że zapragnąłem usadowić się na jednym słodkim szezlongu.

 

/fot. D.Ż./

Pusto kompletnie. Jak okiem sięgnąć w amfiladę to żywego ducha nie widać, włącznie z pracownicami, które gdzieś wyparowały. Odpocznę sobie na tym pięknym meblu – pomyślałem. Poczuję się, jak bogaty Sycylijczyk, powdycham atmosferę dawnych szelestów krynolin i zatopię się w aksamitnej tapicerce. I już, gdy miałem oddać się tym fantazjom i moje ciało poczuło linię tego szezlonga stało się coś najmniej spodziewanego. Łupnąłem jak długi na podłogę, a piękny mebel wraz zemną, bo odpadły dwie najzgrabniejsze nóżki świata.

 

Wystraszyłem się nie na żarty. Diabli wiedzą ile mnie skasują za tę szkodę – myślałem. Okazało się jednak, że nóżki nie odłamały się, a po prostu wyskoczyły nieklejone z płytko dopasowanego otworu. Wstawiłem je na miejsce czym prędzej, byle szezlong znowu wyglądał na stojący o własnych siłach i dałem nura do sypialni. Z łóżkiem nie eksperymentowałem. Pod żyrandolami też starałem się nie chodzić. Widać meble w Noto przeżyły już swoje.”

 

/owy Villadorata z pieknymi końskimi głowami podtrzymującymi balkony, a nie szezlongi, fot. D.Ż./



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330223410,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Czekanie na śmierć - stereotypy o starości, zaproszenie

czwartek, 11 sierpnia 2011 13:17

"Staruszka nie mieszka sama, bo w tym samym domu mieszka jej córka z mężem i wnuczka. Córka ma problemy z nadwagą, choć zawsze była bardzo szczupła. Wraz z mężem nadużywają alkoholu. Córka czuje obowiązek opieki nad matką. Pomaga zatem sprowadzić lekarza, kupuje lekarstwa, odwiedza w szpitalu. O swojej matce mówi: „Cóż, takie życie człowiek się starzeje, potem choruje i umiera. W tym wieku nie może być lepiej, tylko gorzej". A częsty płacz i smutek swojej matki kwituje jednym zdaniem: „A czegoś jej brakuje? Wszystko ma. Na starość ludzie dziwaczeją"

Ta staruszka faktycznie jest w komfortowej sytuacji, bo zawsze ma kto kupić jej lekarstwa, czy opłacić lekarza. Jednak ta staruszka jest także więźniem wielu stereotypów społecznych na temat starości. Te stereotypy nosi sama w sobie, ale także krążą one wokół niej w postaci członków rodziny, a zwłaszcza opiekującej się nią córki." /D. Żyżniewski, fragment artykułu Czekanie na śmierć cz.1, www.plasterk.pl/


Staruszka z zakrzepicą cierpi na jeszcze jedną poważną chorobę, której nikt w jej otoczeniu nie zauważa. Syn, córka i zięć zajęci własnym piciem i gromadzeniem zarabianych pieniędzy czekają na nieuniknioną śmierć matki, bo ich stereotypy są silniejsze. Jakie to stereotypy i na co jeszcze cierpi staruszka można dowiedzieć się z pierwszego artykułu z nowego cyklu na portalu psychologicznym plasterek.pl.

 

/fot. D.Ż./

 

"Czekanie na śmierć - stereotypy o starości" to nowy cykl artykułów ukazujących się od lipca na portalu psychologicznym www.plasterk.pl Zamierzam w tych artykułach opowiadać o starości i obalać związane z nią stereotypy. Tytuł ma wydźwięk ironiczny, bo starość przeważnie traktuje się jak poczekalnię do śmierci. Często myślą tak ludzie dla których starość jest jeszcze pojęciem abstrakcyjnym, ale równie często pojmują tak starość sami seniorzy. Tymczasem na starość człowiek nie przestaje być człowiekiem. Nie przestaje pragnąć, odczuwać, podniecać się, cierpieć. Chorujące ciało nie jest jedyną wartą uwagi stroną życia człowieka  starego.

Zapraszam do mojego nowego cyklu. (wystarczy kliknąć zdjęcie)

 

„Starość nie jest czekaniem na śmierć ani bardziej ani mniej, niż jakikolwiek inny etap w życiu człowieka. Życie każdego z nas może bowiem skończyć się w każdej chwili". 

/Daniel Żyżniewski/



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330173175,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Eko - pizza neapolitańska

sobota, 06 sierpnia 2011 12:02

"Warto wiedzieć, że do pizzy nie powinno używać się żółtego sera, a jedynie sera typu mozzarella. Wyjątek stanowi pizza "quatro formaggii" (cztery sery), którą zapieka się z czterema gatunkami sera : mozzarellą, gorgonzolą,  provolone i parmezanem."  

/ www.kuchniaorganiczna.com /

 

 

/fot. D. Ż./

 

Jak to jest z tą pizzą? Czy pizza nie w Italii to pizza? Jak zrobić domową pizzę neapolitańską? Zapraszam do Kuchni organicznej. Wystarczy kliknąć zdjęcie;-(




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330134068,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sens

wtorek, 02 sierpnia 2011 11:31

"Wiele przecież zależy ostatecznie od tego, w jaki sposób postrzegamy rzeczy, a nie od tego, jakie są rzeczy jako takie. Mająca sens drobina zawsze jest bardziej warta przeżycia niż rzecz wielka, a bez sensu".

/C.G.Jung, "Praktyka psychoterapii" dzieła t. VII, str. 56, Wydaniwctwo KR, Warszawa 2010/

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330105211,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

 123456  »

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  153 265 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Trochę informacji dla wszystkich, którzy zajrzeli do mnie pierwszy raz i mam nadzieję, że ze mną zostaną.

Napisałem książkę kucharską promującą zdrowe, proste jedzenie:
"KUCHNIA ORGANICZNA - PROSTA, SMACZNA I ZDROWA"

Jestem konsultantem w zakresie komunikacji interpersonalnej i rozwoju osobistego.

Studiuję psychologię (pięcioletnie, magisterskie). W ramach studiów psychologicznych studiuję dwie specjalności: neuropsychologię kliniczną oraz psychoterapię i terapię seksualną (seksuologia).

W ramach 2,5 letniego studium psychologii i psychoterapii ukończyłem różne kursy z zakresu komunikacji interpersonalnej, doradztwa i rozwoju osobistego.

Neuropsychologia oraz życie seksualne człowieka, w różnych kulturach, obsesja i unikanie bliskości w związkach to moje fascynacje.

Studiowałem także w warszawskiej Akademii Teatralnej na wydziale Wiedzy o Teatrze.
Ciekawi mnie numerologia i symbolika wielokulturowa w tym archetypowa, a w szczególności język symboli marzeń sennych oraz symbolika mistycyzmu, np. kart Tarota, które kiedyś zgłębiłem; rytuałów medytacyjnych, plemiennych, religijnych czy mitów i tradycji kultur poza chrześcijańskich.

Kiedyś pracowałem dla TVP2, TV4, Tele5 , TVCentrum, ITV współtworząc i prowadząc programy edukacyjne, kulturalne i młodzieżowe, w tym teleturnieje (EuroQuiz).

Urodziłem się i wychowywałem w Wielkopolsce. Moim rodzinnym miastem jest Kalisz. Od 15 lat mieszkam w Warszawie. Od wielu lat jestemi gorącym zwolennikiem zdrowej żywności. Książki, jazda na rowerze, podróże, malarstwo i gotowanie to moje hobby.
Kontakt: danielzyzniewski@gmail.com


O moim bloogu

PSYCHOLOGIA, ŻEBY WIEDZIEĆ DLACZEGO. PODRÓŻE, ŻEBY WIEDZIEĆ GDZIE. JEDZENIE, ŻEBY WIEDZIEĆ CO I JAK.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.03.2012 13:27:47
  • autor: jurek_borys
  • treść: dzieñ dobry.....

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Prawa autorskie do wszystkich zamieszczonych na tej stronie tekstów oraz większości zdjęć, a także zgoda na publikowanie tych zdjęć, których właścicielem jest ktoś inny znajdują się w posiadaniu Daniela Żyżniewskiego. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody właściciela jest łamaniem przepisów prawa i podlega karze, bo czynności te są wyraźnie zabronione! Szanownych Czytelników prosi się zatem o poszanowanie tego prawa do własności intelektualnej. Zainteresowanych kupnem praw autorskich do któregoś z materiałów na tej stronie zaprasza się do kontaktu z ich właścicielem: danielzyzniewski@gmail.com